• Wpisów:28
  • Średnio co: 42 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 10:18
  • Licznik odwiedzin:2 868 / 1226 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Dzień Randki, jestem taka podekscytowana. Ubranie już wybrane wystarczy się tylko przebrać. Ale idziemy dopiero o 19: 00, jest jeszcze dużo czasu.
Pierwsze co zrobiłam po obudzeniu się to sprawdziłam facebooka na moim iphone.
2 powiadomienia.
- Hanna Moris zmieniła swoje zdjęcie profilowe.
- Michael Collins zaprosił cię do grona znajomych.
No proszę mój brat zaprosił mnie do znajomych, nie wierzę. (Przyjęłam)
Odłożyłam telefon i wzięłam książkę.
Nie zdążyłam przeczytać nawet jednego słowa gdyż dostałam wiadomość.
- Dzień dobry <3 - Wiadomość od Dean'a.
- Dzień dobry <3 - Odpowiedziałam.
I to by było na tyle jeśli chodzi o czytanie.
Wzięłam telefon poszłam do łazienki. Używając magii zasłoniłam rolety na oknie w łazience i zapaliłam świeczki, które już się prawie skończyły.
- Muszę pojechać na zakupy. - Pomyślałam.
Puściłam gorącą wodę do wanny i wlałam oczywiście mojego ulubionego płynu do kąpieli o zapachu jagody który właśnie mi się skończył.
Wstawiłam na ihome mojego ipod'a i włączyłam moją playlistę. Rozebrałam się i weszłam do wanny. Obok wanny zawsze stoi mały drewniany stolik na którym stoją białe róże w wazonie oraz trzy świeczki o zapachu czekolady które zapaliłam. Położyłam na nim telefon i wyczarowałam sobie małą miseczkę w której były borówki oraz filiżankę mojej ulubionej karmelowej herbaty.
Dostałam kolejnego SMS' a.
- Co robisz ? - Oczywiście od Dean'a.
- Właśnie zażywam gorącej, jagodowo-czekoladowej i relaksującej kąpieli. - Odpisałam.
Zamknęłam oczy dosłownie na 15 sekund kiedy przyszła kolejna wiadomość od tej samej osoby.
- Jak to tak beze mnie ?
Zachichotałam pod nosem.
- Może załapiesz się na następną. - Odpisałam dalej chichocząc.
Bzzzz. - Zabrzmiał dźwięk powiadamiający o nowej wiadomości.
- Mam nadzieję - Napisał.
Uśmiechnęłam się i odłożyłam telefon.
Wyobrażałam sobie jak nasza randka będzie wglądać. Wymyśliłam kilka scenariuszy tego jak to będzie, tonęłam w swoich marzeniach siedząc w gorącej wodzie, było tak miło i przyjemnie do czasu...
- Dzień Dobry !!!
No nie, przyszła wiedźma.
- Spokojnie, nie denerwuj się, będzie dobrze. - Wyszeptałam do siebie.
- Dzieci zejdźcie na dół ! - Krzyknęła mama.
Nie miałam czasu by się wytrzeć ręcznikiem, więc magicznie się wysuszyłam i przebrałam.
Przy schodach spotkałam moje rodzeństwo.
- Gotowi ? - Spytałam.
Pokiwali głowami, że tak.
- Zróbmy to dla mamy i bądźmy... mili. - Powiedziała Emily a ja w tym samym momencie przewróciłam oczami. - ... Sof.
- Spokojnie, dam radę. - Odparłam wypuszczając ciężko powietrze.
Zeszliśmy na dół, w salonie stała mama i Martha.
- Czołem dzieciaki. - Powiedziała Martha uśmiechając się sztucznie.
- Dzień dobry. - Powiedzieliśmy równocześnie.
- Martha, tak jak mówiłam ci już przez telefon, jedzenie jest w lodówce, pieniądze na półce gdy będzie potrzeba żeby coś kupić a mój numer telefonu oraz numer na policję, karetkę i straż pożarną wisi na lodówce. - Powiedziała mama.
- Spokojnie proszę pani, damy radę. - Uśmiechnęła się do mojej mamy Martha.
Szturchnęłam mamę w łokieć aby przypomniała o mojej randce.
Mama spojrzała się na mnie po czym odparła.
- Jest jeszcze jedna ważna sprawa, dziś Sophie jest umówiona z przyjacielem o... - Zacięła się mama.
- 19: 00 - Pomogłam jej.
- No właśnie, o 19: 00, bardzo jej na tym zależy więc wypuścisz ją dobrze ? - Dokończyła.
- Nie ma problemu. - Odparła ciotka.
- Sophie, 22:30 góra masz być w domu. Zrozumiano ? - Powiedziała do mnie mama.
- Jasne, dzięki. - Uśmiechnęłam się.
- Dobrze dzieci, ja już muszę uciekać. Chodźcie tu. - Zrobiliśmy wielki rodzinny uścisk, mama wycałowała nas i kiedy wychodziła zatrzymała się w drzwiach. - Bądźcie mili i grzeczni dla cioci.
- Dobrze mamo. - Powiedzieliśmy nie równocześnie.
- Trzymaj się Martha. - Powiedziała mama i wyszła.
- Do widzenia. - Odpowiedziała Martha.
Poczekaliśmy z 5 minut w ciszy i zaczął się armagedon.
- Dobra gnojki, nie uśmiecha mi się tu z wami siedzieć przez 3 dni ale chcę sobie zarobić. Więc pójdę wam na rękę, dziś Sophie idzie na to spotkanie a wy jak chcecie idźcie sobie dziś gdzieś, ale jutro wszyscy zostają w domu cały dzień i sprzątacie w domu, żeby nie było, że was nie pilnuje. Zrozumiano ?
- Czyli jutro nie możemy nigdzie wyjść ? - Spytała Emily.
- Nie. - Odpowiedziała ciotka.
- Dziś macie czas do tej 22:30 tak jak mówiła wasza matka ale, macie mi powiedzieć gdzie i z kim idziecie albo do kogo.
- Słucham ? Ja mam 18 lat nie będę się nikomu spowiadał. - Odparł oburzony Mike.
Szturchnęłam brata łokciem.
- Nie dyskutuj gnojku bo zaraz wcale nie wyjdziesz. Chce wam iść na rękę ale jeżeli będziecie mi pyskować to nigdzie nie pójdziecie.
- Zaraz, dlaczego mamy oberwać za niego, skoro to on dyskutuje a nie my ? - Nie wytrzymałam.
- Bo ja tak mówię ! - Powiedziała Martha.
- Dobra już przestańcie. - Uspokajała mnie i Michaela Em.
- Wszystko zrozumieliście ?! - Spytała nas Martha.
Kiwnęliśmy głowami potwierdzając.
- Dobra a teraz, zróbcie jakieś śniadanie bo jestem głodna. - Rozsiadła się w fotelu i włączyła Tv.
- Spokojnie Sof, nie denerwuj się, tego dnia nie jest nikt w stanie ci zepsuć, nawet ta krowa - Pomyślałam.
Razem z moim rodzeństwem poszliśmy do kuchni.
- Nienawidzę jej. - Powiedział ściszonym głosem brat.
- Nie tylko ty braciszku, ale dajmy spokoju i idźmy jej na rękę, zróbmy to dla mamy. - Odparła moja siostra.
- Dobra, podzielmy się kto co robi bo wiadomo, że ta księżniczka nie raczy ruszyć swoich czterech liter żeby zrobić nam i sobie coś do jedzenia. Ja wezmę śniadanie. - Powiedziałam.
- Dobra to ja biorę obiad - Powiedziała Emily.
- No to wiadomo, ja kolacja. - Odrzekł Mike.
- A co ze sprzątaniem ? - Zapytała Em.
- Ja mogę wziąć całą górę a wy podzielcie się dołem. - Powiedziałam.
- Ja biorę salon, łazienkę, korytarz i hol. - Odpowiedział Mike.
- Dobra czyli ja pokój gościnny, kuchnia i gabinet mamy. - Odparła Emily.
Poszli do swoich pokoi a ja zostałam żeby zrobić śniadanie. Usmażyłam jajecznicę z bekonem bo nie chciało mi się robić nic więcej. Włożyłam chleb do tostera i nastawiłam wodę w czajniku.
Bzzzzz - zawibrował mój telefon
- Nie mogę się doczekać naszej dzisiejszej RANDKI - Dean.
Odpisałam mu, że ja również.
Nakryłam do stołu.
Nałożyłam jajecznicę do miski a bekon położyłam na talerzu obok.
Grzanki włożyłam do małego koszyczka na chleb.
Bzzzzz - zawibrował telefon, tym razem nie był to mój telefon, był to telefon mojego brata.
- Hej tygrysie, popatrzyłam jakie są na dziś seanse i znalazłam fajny film pt. ,, Krwawy piątek" uważam, że jest ciekawy i zaczyna się o 19: 00 idziemy ?
Znałam ten numer, ale nie mogłam sobie przypomnieć czyj on jest.
I wtedy przypomniało mi się, że Vicki i Mike byli w All Teen.
Zerknęłam na numer Victorii w moim telefonie.
Był identyczny. Mój brat i moja przyjaciółka mieli randkę i szli do kina na tą samą godzinę co ja i Dean. Musiałam wiedzieć na jaki film Dean chciał mnie zabrać.
Wtedy wszedł Mike i Em.
- Widziałaś mój telefon ? - Spytał mnie brat.
- Tak tutaj leży, chyba dostałeś wiadomość. -Powiedziałam.
- Sprawdzałaś moje wiadomości ? - Spytał oburzony.
- Oczywiście, że nie. Słyszałam tylko wibracje, myślałam, że to mój telefon ale ja mam swój w kieszeni i zobaczyłam, że twój leży na blacie kuchennym i tyle. Wiesz co Mike nie mam co robić tylko sprawdzać z kim i o czym piszesz. - Odpowiedziałam najpewniej jak tylko potrafiłam.
- Przepraszam. - Odpowiedział.
- Mmm, jajecznica, grzanki i bekon. - Powiedziała Emily. - Ciociu, śniadanie !
- Nareszcie ! - Weszła do kuchni Martha i usiadła przy stole. - Kto robił ?
- Ja. - Odparłam.
- Poszłaś na łatwiznę, ale może być. - Powiedziała ciotka.
Mike i Ja dołączyliśmy do stołu.
Byłam wkurzona, ale uspokajałam się w duchu.
- Spokojnie, złość piękności szkodzi a ty musisz dziś wyglądać pięknie. - Pomyślałam.
- No i... - Zaczęła Martha z pełną buzią jajecznicy. - Gdzie i z kim idziecie dziś ?
- Ja idę do Katy, mojej przyjaciółki. - Powiedziała Em.
- A ja spotykam się z moim przyjacielem. - Dodałam.
- Czyli z kim i gdzie ? - Dopytywała się ciotka.
- Z Dean'em do... - Nie mogę powiedzieć, że do kina bo wtedy Mike nie pójdzie z Vicki. -... do restauracji.
- A ty Mike ? - Spytała go Martha.
- Ja... Idę do Kevina pograć z nim na xbox'sie. - Odpowiedział.
Kłamca, idzie do kina z Victorią.
- Dobra, Mike po śniadaniu wnieś moją torbę do pokoju gdzie będę spać a Emily i Sophie posprzątacie. - Powiedziała Martha i w tym momencie specjalnie zbiła szklankę. - I to też.
- Co to miało znaczyć ?! - Wybuchłam.
- Soph spokojnie. - Złapał mnie brat za ramię i zaczął uspokajać.
- Słucham ?! Jak ty się do mnie odzywasz gówniaro ?! - Powiedziała... "TAMTA".
- Pytam się co to miało znaczyć ?! Nie jesteś u siebie i nie będziesz rozbijać naczyń t... - Wybuchłam po raz kolejny ale nie dokończyłam ponieważ...
- SOPHIE ! - Krzykną Mike.
Zamilkłam, jeszcze chwila i powiedziałabym co o niej myślę. Niech tylko mama wróci...
W tym momencie Martha rozbiła talerz na którym przed chwilą zjadła śniadanie.
- Będę robiła co mi się żywnie podoba, a ty już dziś nigdzie nie wyjdziesz.
- Słucham ? - Spytałam oburzona.
- Tak, dobrze słyszałaś. Możesz odwołać swoje SPOTKANIE z PRZYJACIELEM.
Wstałam wkurzona od stołu i wyszłam z kuchni. Pobiegłam po schodach na górę prosto do swojego pokoju z łzami w oczach.
Wpadłam do swojego pokoju, trzasnęłam drzwiami i rzuciłam się na łóżko.
Wybuchłam płaczem. Ta randka jest dla mnie bardzo ważna.
Co ja teraz zrobię ? Dean pomyśli, że go mam gdzieś, a wcale tak nie jest. Po prostu zarąbiście. Z nerwów wyczarowałam sobie papierosa, chociaż ja wcale nie pale. W tamtym momencie uważałam to za stosowne żeby zapalić. Więc wzięłam rozpalonego papierosa do buzi i z łzami w oczach zaczęłam palić.

 

 
Mam kilka kostiumów, tylko który mam założyć.
Poszłam po radę do siostry.
Weszłam do jej pokoju. Akurat była u niej Katy jej druga przyjaciółka.
- Cześć dziewczyny.
- Hej Sophie. - Powiedziała Katy.
- Hej. - Powiedziała moja siostra.
- Macie czas żeby mi pomóc ? - Spytałam.
- Jasne. - Powiedziały równocześnie patrząc się na siebie.
Wyjęłam z plecaka torbę z książkami, którą następnie położyłam na biurku a plecak zawiesiłam na wieszaku.
Dziewczyny weszły do pokoju.
- Co jest ? - Spytała Emily.
- Mam kolejny problem.
- Co tym razem ? - Spytała rozbawiona siostra.
- Dziś idę na plażę z Dean' em i nie wiem który kostium włożyć.
- No to dawaj, pomożemy. - Powiedziała Katy.
Wyjęłam swoich 5 kostiumów.
1. Dwuczęściowy, cały czarny.
2. Dwuczęściowy, w zebrę.
3. Jednoczęściowy, różowy neonowy z wyciętymi bokami.
4. Dwuczęściowy, koralowy z frędzlami na staniku.
5. Jednoczęściowy, fioletowy który wygląda jak sukienka bez ramiączek.
- Mi podoba się ten z frędzlami. - Powiedziała Em.
- A mi w zebrę. - Dodała Katy.
Resztę kostiumów schowałam do szuflady.
Zrobiłam zdjęcie obu kostiumom.
- Dzięki dziewczyny.
- Drobiazg. - Powiedziały i wyszły.
Zdjęcie wysłałam na face Camil z dopiskiem:
- Który ?
Po chwili dostałam odpowiedź.
- Ten z frędzlami jest boski !
Podziękowałam za pomoc, potem przebrałam się w kostium.
Włożyłam ręcznik do plecaka.
Zeszłam na dół do kuchni.
Spakowałam jeszcze wodę o smaku brzoskwini, żelki, paluszki i ciastka.
Stanęłam przy drzwiach wyjściowych, zakładałam właśnie moje białe converse kiedy dostałam SMS.
- Czekam. - To był Dean.
- Już wychodzę. - Odpisałam.
Kiedy zawiązałam buty krzyknęłam.
- Emily, wychodzę. Nie wiem kiedy wrócę !
- Spoko ! - Odkrzyknęła.
Wyszłam z domu.
Szłam szybko ale nie biegłam żeby się nie spocić.
Doszłam do wyjścia z Lasu, Dean już na mnie czekał.
- Hej. - Przywitał mnie z uśmiechem.
- Hej. - Dałam mu buziaka w policzek.
Dean wziął mnie za rękę i szliśmy na plażę.
- Wzięłam ze sobą trochę jedzenia i picia. - Powiedziałam.
- Oo, to fajnie.
- Mam pytanie. - Powiedziałam.
- Pytaj o co tylko chcesz. - Odpowiedział, ściskając moją rękę odrobinę mocniej.
- Co możesz powiedzieć na temat mojego brata i Vicki ?
Dean podrapał się po głowie i powiedział.
- No wiesz, kiedy rozmawiamy z chłopakami o dziewczynach to on zachowuje się normalnie jak zwykle. Ale jest w nim coś takiego, że jak Kev mówi, że np: O patrz tamta laska jest fajna. Michael zawsze odpowiadał: no, fajna fajna chodź zagadamy. A teraz kiedy któryś z nas tak powie to on odkręca wzrok i nic nie mówi.
- Dziwne. - Powiedziałam.
- To prawda. Albo kiedy pytamy się go kto mu się podoba to on mówi, że jest taka jedna ale nie ważne. I choćby nie wiem jak byśmy go prosili to on i tak nie powie nam o kim mówi.
- No widzisz, bo dziś kiedy Camil podwiozła mnie do księgarni zobaczyłam jak jakaś para siedzi sobie w All Teen przy stoliku na dworze i się całuje. Potem zobaczyłam, że to Victoria i mój brat.
- No nie gadaj ! - Powiedział rozbawiony i zdziwiony Dean.
- Tak samo zareagowałyśmy z Cami.
- No proszę, chyba twój brat się w kimś zakochał.
Zaczęliśmy się śmiać.
W końcu dotarliśmy na plażę. Nie było zbyt wielu ludzi ale nie było ich też mało.
Dean zaprowadził mnie trochę dalej od głównego wejścia.
Tu byliśmy sami. No, prawie. Niedaleko nas leżeli Raven, Scott, Lizzie i Hunter. Szkolna paczka, są starsi ode mnie o rok. Wszystkim wmawiają, że są przyjaciółmi ale tak na prawdę wszyscy wiedzą, że ze sobą sypiają. Nie ma różnicy jakiej są płci. Znaczy... to wiem ja bo mój brat jest popularsem w szkole no i mi powiedział. Nie mam pewności czy na pewno wszyscy o tym wiedzą ale myślę, że tak bo to widać.
- O, no popatrz kto tu przyszedł. "PRZYJACIELE" - Powiedział Dean.
Czyli on też wiedział.
- Wiesz ? - Zdziwiłam się.
- Przecież znam twojego brata. - Uśmiechną się.
Rozłożyliśmy ręczniki na piachu i usiedliśmy na nich.
- Opowiedz coś o swojej rodzinie. - Powiedziałam.
- Co ? - Spytał.
- O swojej rodzinie. Żebyś opowiedział. Ja o swojej już ci opowiedziałam.
- No tak. Hmm... Od czego tu zacząć. - Zamyślił się. - Moi rodzice poznali się na studiach, zakochali się i... wpadli.
- Wpadli ?
- No wiesz, mama zaszła ze mną w ciążę.
- Ah, rozumiem.
- Kiedy moja mama powiedziała o tym tacie był zaskoczony ale nie był jednym z tych gości którzy od razu uciekają. Po studiach wzięli ślub, byli młodzi. Po moich 10 urodzinach mama zachorowała, 3 miesiące później umarła. I teraz mieszkam z ojcem.
- Oh, przykro mi. - Spuściłam głowę do dołu.
- Taa, mi też. Tęsknię za nią ale już przyzwyczaiłem się do mieszkania z ojcem.
- Ja za moim tatą też tęsknię. Ale tak samo jak ty się przyzwyczaiłam do mieszkania z mamą.
- Widzisz, jednak wiele nas łączy. - Uśmiechną się i puścił do mnie oko.
Odwzajemniłam uśmiech.
- Czyli rozumiem, że nie masz rodzeństwa.
- Owszem mam. Ale przyrodzone, mam siostrę Gini. Mój ojciec ożenił się ponownie kiedy miałem 13 lat. Jego żona Jenna urodziła moją siostrę a potem zniknęła. Zostawiła ją i odeszła. Gini chodzi teraz do przedszkola.
- Oh, uwielbiam małe dzieci. - Zmieniłam temat.
- W kródce ją poznasz. - Puścił do mnie oko. - Dobra, dość zamulania. - Wstał podał mi rękę i poszliśmy nad brzeg.
Staliśmy nad brzegiem, szuraliśmy nogami o dno morza.
Nagle Dean powiedział:
- Zaraz wrócę idę się napić.
- Ok.
Nie odwracałam się, zamknęłam oczy skrzyżowałam ręcę wokół klatki piersiowej i głęboko oddychałam.
Morskie powietrze bardzo dobrze wpływa na mój organizm.
Słyszałam jak idzie Dean ale się nie odwracałam.
Kiedy podszedł bliżej wziął mnie na ręce i pobiegł ze mną do wody.
- Dean, przestań. Puść, mam na sobie ubranie. - Krzyczałam, piszczałam i śmiałam się.
A on śmiał się razem ze mną.
Postawił mnie w wodzie i pocałował mnie. Szybko i bez zastanowienia odwzajemniłam pocałunek.
Kiedy oderwaliśmy się od siebie ochlapałam go a on mnie następnie wybiegliśmy z wody, aby zdjąć mokre ubranie, po czym wbiegliśmy z powrotem do wody.
Zanurzyliśmy się.
Po wynurzeniu szukałam go wszędzie, kiedy go znalazłam on zaczął mnie gonić a ja zaczęłam przed nim uciekać.
Śmieliśmy się oboje.
- Chodź tu ! - Krzyczał i śmiał się jednocześnie.
- Nic z tego ! - Zrobiłam to samo.
W końcu mnie dopadł, złapał mnie w tali, podniósł do góry i kręcił się ze mną.
Puścił mnie, odkręcił do siebie, obioł mnie i powiedział:
- Mam cię. - Powiedział cicho szepcząc mi do ucha, spojrzał mi głęboko w oczy ( a tak właściwie to w moje brązowe soczewki ) i przełożył mój kosmyk włosów za ucho po czym powiedział. - Nosisz soczewki ?
Wpadłam.
- Tak. Mam paskudne oczy.
- Przestań, nie mogą być takie okropne, a już na pewno nie u takiej pięknej dziewczyny.
- U mnie akurat są okropne. - Spuściłam głowę w dół.
Dotknął mnie palcem pod brodą i uniósł mi głowę do góry. Dał mi całusa w usta i powiedział.
- Może ja to ocenię.
Pokręciłam przecząco głową.
- Wiesz co w tobie najbardziej lubię, Sophie ? - Obejmował rękoma moją twarz i patrzył mi się w oczy.
Znów pokręciłam głową.
- Lubię w tobie to, że jesteś nieśmiała, tajemnicza, zabawna i wiele innych rzeczy. Jesteś niesamowitą dziewczyną.
- Oh. - Zarumieniłam się. Odwdzięczyłam się pocałunkiem.
- Nie chcesz pokazać to nie, ale wiedz, że dla mnie jesteś piękna.
Kocham Cię. - Pomyślałam.

O koło 19 Dean odprowadził mnie do domu.
Po powrocie wzięłam kąpiel, usiadłam na łóżku i zrobiłam kolejny wpis.

Kochany Pamiętniku,

Już kilka dni spotykam się z nim. Jest boski, jutro idziemy na randkę. Jestem taka podekscytowana ! Oprócz tego ciotka Martha przyjeżdża do nas bo mama jedzie na wyjazd integracyjny. Nie wiem jak ja wytrzymam, niby to tylko 2 dni ale z tą kobietą jest trudno wytrzymać. Zobaczymy jak to będzie.

Sophie ;*

 

 
Kolejny dzień pełen wrażeń.
Dziś idziemy z Dean' em na plażę. Zastanawiam się tylko czy zaprosić go na swoją, czy pójść na tą gdzie wszyscy przebywają. Niee... poczekam z tym aż będziemy razem (JEŚLI) będziemy razem, zaproszę go na swoją.
Zeszłam na dół.
W kuchni powitała mnie uśmiechnięta mama.
- Hej skarbie.
- Cześć mamo. - Dałam jej buziaka w policzek.
- Jak się spało ? - Spytała mnie robiąc swoje słynne naleśniki które ubóstwiałam.
Usiadłam na krześle barowym, przy aneksie kuchennym.
- Dobrze. - Powiedziałam.
Popatrzyłam się na nią pytająco. Dlatego, że mama nigdy nie ma czasu by nam robić śniadanie przed jej pracą. A już na pewno nie TE naleśniki. Kiedy je robiła zawsze coś od któregoś z nas chciała.
- Co się stało żabko, czemu tak na mnie patrzysz ? - Spytała mama.
Po chwili weszła Emily, miała rozczochrane włosy i nie zawiązany szlafrok na piżamie.
Emily usiadła obok mnie i popatrzyła na mnie tym samym wzrokiem co ja na mamę.
Oczywiście wiedziałam o co chodzi. A mianowicie o zachowanie mamy.
- Co się stało ? - Spytałyśmy z siostrą równocześnie, patrząc się na mamę pytająco.
- A co niby miało się stać ?
- Oh, proszę cię. Nie udawaj. - Powiedziała Em.
- Ty nigdy nie masz czasu żeby robić nam śniadanie przed pracą i szkołą, a już na pewno...
- Nie swoje słynne naleśniki. Co tym razem od nas chcesz ? - Przerwała mi Emily.
- Oh, przestańcie dzieci. Po prostu miałam ochotę zrobić swoim córką pyszne naleśniki. Dlaczego myślicie od razu, że coś od was chcę.
- Bo tak jest zawsze kiedy je robisz. - Powiedziałyśmy nie równocześnie.
- No już, o co chodzi ? - Spytałam.
- Jadę na wyjazd integracyjny z mojej pracy, nie będzie mnie do soboty.
- A gdzie haczyk ? - Spytałam.
- Ciocia Martha przyjedzie do was żeby was pilnować, i chciałabym abyście byli mili dla cioci.
- Niee !!! - Powiedziałyśmy załamane z siostrą.
- Mamo przecież, Michael ma 18 lat, jest pełnoletni, więc czemu nie możemy zostać z nim ? A poza tym nie jesteśmy dziećmi nic nam się nie stanie. - Powiedziała Em.
- Oh, dziewczyny. Dobrze wiemy jaki jest wasz bart. On się wami nie zaopiekuje.
- Ale mamo ciebie tak na prawdę nigdy nie mam w domu i jakoś sobie radzimy. Gotujemy na zmianę obiad. Do tej pory jeszcze nic się nie stało.
- Dziewczyny ! Powiedziałam, że ciocia przyjeżdża i koniec dyskusji. - Krzyknęła mama i podała nam talerze z naleśnikami po czym wyszła z kuchni i poszła do swojego gabinetu.
- To będzie jakaś masakra. - Powiedziała Em.
- Weź, ja jej tu nie chcę. Nie lubię jej. - Powiedziałam znużonym tonem.
- Ja tak samo.
Ciocia Martha, jest to nasza była niania. Tak naprawdę nie jest naszą ciocią, opiekowała się nami kiedy jeszcze tata był na świecie. Ma krótkie blond włosy, zielone oczy i jest wyższa ode mnie o 5 centymetrów, jest gruba. Nigdy się nami nie opiekowała, jest wredną jędzą która każe nam się nią zajmować np. robić jej żarcie bo jak nie to dzwoni do mamy i powie jej, że jesteśmy bardzo niedobrzy. Ale teraz już takiej wymówki nie będzie miała bo już nie mamy 8 lat.Jednym słowem NAJGORSZA NIANIA NA ŚWIECIE ! Żadne z nas jej nie lubi, jest nie miła. Ale nie dla mamy, zawsze była dla niej milutka bo dostawała od niej hajs.
Pff... Opiekunka od siedmiu boleści.
I właśnie w tej chwili uświadomiłam sobie prawdę.
Jeżeli ona tu przyjedzie dziś albo jutro to nici z moim wypadem na plażę z Dean'em i mogę zapomnieć z o jutrzejszej randce.
O MÓJ BOŻE ! RANDKA ! Na śmierć zapomniałam. Boże, i co ja mam na siebie jutro włożyć.
Przecież ja nic nie mam.
- Co jest ? - Spytała mnie siostra która zauważyła, że się załamałam.
Powiedziałam jej o randce i o tym, że nie mam co na siebie włożyć ale znając Marthe to na pewno mnie nie puści.
- O matko, rzeczywiście masz problem. Może po śniadaniu przeszukamy twoją garderobę i coś wybierzemy.
- Dzięki siostra, jesteś wielka. - Uścisnęłam Emily.
- Nie ma za co.
- Może zadzwonię po Cami i Victorię, pomogą nam. - Zaproponowałam.
- Jasne, będzie szybciej.
Po śniadaniu poszłam do mamy spytać kiedy przyjeżdża Martha.
- Jutro rano. A czemu pytasz ?
- Bo widzisz jest taka sprawa... - Powiedziałam mamie o randce. -... mamo ja muszę na nią iść. To jest dla mnie bardzo ważne, proszę powiedz jej bo mnie nie posłucha.
- Dobrze, kiedy przyjedzie powiadomię ją o tym.
- Dzięki. - Uścisnęłam mamę i dałam jej całusa w policzek i pognałam do pokoju.
Na moim łóżku siedziała już Emily i na mnie czekała.
Wzięłam telefon do ręki i zadzwoniłam do Vicki.
Włączyła się automatyczna sekretarka.
!Po sygnale nagraj wiadomość. PIIII!
- Vicki nie odbiera. - Powiedziałam.
- To dzwoń do Cami.
Wykręciłam numer do Camil.
Po 3 sygnałach odebrała telefon.
- Halo ? - Powiedziała.
- Cześć Cami, tu Sophie.
- Oh, Sophie! Cześć kochana, co tam ?
- Dzwonię do ciebie z prośbą.
- Czy coś się stało ?
- Tak, mamy alarm randkowy.
- Wsiadam w samochód i do ciebie jadę. - Powiedziała.
- Dzięki kochana jesteś, dzwoniłam do Vicki ale nie odbiera.
- Hmm... Spróbuję do niej zadzwonić. Będę za 20 minut.
- Czekam.
- Papa.
- No hej.

20 minut później.

Usłyszałyśmy dzwonek do drzwi. To pewnie Camil.
Kiedy stanęłyśmy z Em przy barierce od schodów zobaczyłyśmy jak mama otwiera drzwi.
To była Camil.
- Dzień dobry Pani Collins, ja do Sophie.
- Proszę wejdź, jest na górze.
- Dziękuję.
Camil, zdjęła swoje różowe za kostkę conversy i pognała do mnie.
- Cześć dziewczyny. - Powiedziała radośnie. Camil dała nam na przywitanie całusa w policzek.
- Hej. - Powiedziałyśmy.
Weszłyśmy do pokoju i rozsiadłyśmy się na moim łóżku.
- Dzwoniłam do Vicki ale ona nie odbiera. - Powiedziała Cami.
- Spróbuj jeszcze raz. - Poradziła mi siostra.
Ponownie wybrałam numer Victorii i zadzwoniłam do niej.
Po 6 sygnałach odebrała.
- Halo ? - Słyszałam głos Vicki w słuchawce.
- Hej, tu Sophie.
- Oh, cześć Sophie. Przepraszam, że nie odebrałam ale spałam.
- Nic się nie stało. Możesz do mnie przyjechać ?
- Kiedy ? - Spytała zaskoczona.
- Teraz. - Powiedziałam
- Yyy... Wiesz bo ja... - Włączyłam na głośnomówiący. -... Ja... Bo ja dziś nie mogę. Mam obowiązki w domu. Przepraszam, może innym razem.
- Jasne, coś się stało ?
- Nie, nic.
- Na pewno ? - Spytałam troskliwym głosem.
- Tak, wszystko w porządku. - Uspokoił mnie słodki głos Victorii.
- No dobrze, to cześć. - Powiedziałam.
- No pa. - Pożegnała mnie Vicki.
Ja, Cami i Em popatrzyłyśmy na siebie ze zdziwieniem. Stwierdziłam razem z Camil, że Vicki od nocowania u mnie dziwnie się zachowuje.
Weszłyśmy do garderoby i zaczęłyśmy podboje.
Po 2 godzinach szukania wybrałyśmy tylko 2 stroje.
1. Granatowa lekko rozkloszowana sukienka na ramiączka w białe groszki i do tego materiałowe granatowe balerinki oraz kilka pozłacanych dodatków.
2. Turkusowe szorty z wysokim stanem i ćwiekami oraz czarny staniko-podobny top, białe krótkie converse i piórowe dodatki.
- No i które włożysz ? - Spytała mnie Em.
- Nie wiem. Zadecyduję jutro. Dzięki, że mi pomogłyście.
- Drobiazg. - Powiedziały równocześnie.
Po tym jak już wybrałyśmy strój na jutrzejszą randkę Camil już jechała do domu ponieważ zostawiła swojego pieska Gucciego samego bez opieki.
- Podwiozłabyś mnie do World of Books ?
- Jasne.
Wsiadłam z przodu na miejscu pasażera.
Przez całą drogę milczałyśmy i słuchałyśmy piosenki Seleny Gomez - Star Dance która akurat leciała w radiu.
Po 15 minutach dotarłyśmy na miejsce, miałam już wychodzić kiedy Camil złapała mnie za rękę.
- Co jest ? - Spytałam.
- Patrz. - Wskazała na parę siedzącą przy stoliku na dworze w All Teen którzy właśnie dali sobie buziaka. Wtedy poznałam kto to.
- O-M-G. - Powiedziałyśmy równocześnie.
- Twój brat chodzi z Vicki ? - Spytała mnie.
- Nic o tym nie wiedziałam.
- Lepiej, żeby ją zostawił w spokoju bo dobrze wiemy jaki twój brat jest dla dziewczyn.
- Tak wiem, ale Dean ostatnio mi mówił, że on, Kev i Todd podejrzewają, że mój braciszek zakochał się Vicki. W sumie się nie dziwię zawsze miał słabość do blondynek.
- To prawda. No ale... WOW !
- Dokładnie.
Uśmiechnęłyśmy się do siebie i wtedy wyszłam.
Camil pojechała do domu a ja weszłam do księgarni.

Dziś nie było zbyt wiele ruchu. Jedynie 10 osób.
- Dzień dobry Robercie. - Powiedziałam do starszego pana stojącego za kasą, który kazał mi do siebie mówić po imieniu. Jest właścicielem tej księgarni.
- Oh, Sophie. Tak myślałem, że niedługo cię znowu spotkam, jak książka ?
- Niedawno zaczęłam ją czytać ale już mnie wciąga.
- Cieszę się ogromnie. Co dziś kupujesz ?
- Ah, mam napisane na kartce książki które mnie interesują. Sprawdziłam w sieci, że masz je tutaj. - Podałam mu kartkę. Włożył okulary, przeczytał na kartce tytuły i poszedł po książki kulejąc.
- Już przynoszę.
Stałam, przy kasie i czekałam aż przyniesie książki.
Księgarnia jest ogromna, ma parter i piętro które jednocześnie jest antresolą, która jest bardzo wielka.
Podszedł do kasy i położył na blacie dwie książki.
- Znalazłem te dwie, na górze powinna być jeszcze jedna ale wiesz, że niestety nie daję już rady sam chodzić po chodach.
- Tak wiem, rozumiem. Dam radę. - Uśmiechnęłam się.
- Powinna być w rzędzie 3006.
- Ok, a jak noga ? - Spytałam.
- Niestety kiepsko. Niedługo idę na operację, lekarze powiedzieli, że jest bardzo prawdopodobne, że mogą mi ją amputować. Ale szczerze to już nie mam siły, jestem zbyt stary żeby zajmować się moją księgarnią. W testamencie zapisałem ją Sidney mojej jedynej wnuczce. Po mojej śmierci ona będzie nią kierować.
- Oh. - Posmutniałam. - Nie mów tak, nie umierasz. Jesteś silny, wierzę w ciebie.
- Dziękuję dziecko. - Chyba podniosłam go na duchu bo się uśmiechną.
Poszłam na górę by poszukać książki.
- 3006 tak ? Hmm... Gdzie ten rząd jest... - Mówiłam do siebie pod nosem.
Znalazłam rząd i zaczęłam szukać książki.
Nagle ktoś zaszedł mnie od tyłu, przytuliła w pasie i dał mi buziaka w policzek.
Odkręciłam się, to był Dean. Uśmiechnięty jak zwykle, objęłam go za szyję i dałam mu buziaka w usta.
- Sophie Collins.
- Hej. - Powiedziałam uśmiechnięta.
- Piękna jak zawsze. - Uśmiechną się do mnie ciągle mnie obejmując mnie w pasie.
- Przestań. - Czułam jak się czerwienię.
- Kiedy to prawda. - Powiedział. - Nowa książka ?
- Tak, a właściwie to 3, właśnie szukałam jednej. - Powiedziałam ciągle obejmując go za szyję.
Puściłam go, oderwałam się od niego i kontynuowałam poszukiwania.
Dean przyciągną mnie do siebie, odwrócił w swoją stronę i powiedział:
- Książka może poczekać, ale moje usta domagają się kolejnego pocałunku o smaku... jabłka, zgadłem ? - Spytał.
Tak, zgadł. To była moja ulubiona pomadka, maluję się nie już jakieś dobre 5 lat, zawsze kupuję tą samą.
- Owszem. - Uśmiechnęłam się.
Zaczęliśmy się całować aż zabrakło nam powietrza.
- Co tu robisz ? - Spytałam.
- Przyszedłem żeby kupić książkę dla mojej kuzynki która w tą niedzielę będzie kończyć 15 lat. Ma na imię Sue, jest totalną fanką romantyków. Ale ja się nie odnajduję w książkach więc stwierdziłem, że spytam pięknej ekspertki, która akurat przypadkiem powiedziała mi wczoraj przez telefon, że będzie dziś tu.
- Hmm... I gdzie masz tą piękną ekspertkę ?
- Przed sobą. - Uśmiechną się i dał mi buziaka w policzek.
Był taki słodki, i te jego oczy. Takie błękitne, też bym takie chciała.
Niestety moje oczy są białe, wyglądam jakbym była niewidoma więc dlatego razem z moją siostrą nosimy brązowe soczewki żeby nasze oczy wyglądały naturalnie. Kolor oczu nam się barwi wtedy kiedy przechodzimy inicjacje.
Każdy kolor jest przypisany do odpowiedniej grupy żywiołu.
Zielone oczy - Ziemia
Błękitne - Woda
Brązowe - Powietrze
Żółte - Ogień
Bardzo jasne niebieskie prawie białe - Metal
Czerwone - Krew
Białe oczy u maga to kolor standardowy. Ja nawet do spania nie zdejmuję ich bo w tych białych wyglądam jak zmobie. MASAKRYCZNIE. Moja mama ma zielone a Mike ma brązowe.
Pomogłam Dean' owi wybrać książkę.
Kupiliśmy książki, pożegnałam się z Robertem i wyszliśmy.
Spojrzałam na stoliki na zewnątrz All Teen ale Vicki i mojego barta już nie było.
- No dobra, idę zostawić książki w domu. Spotkamy się...
- Przy wjeździe do lasu u ciebie. - Przerwał mi Dean.
- Ok.
Dałam mu buziaka w usta i poszłam w swoją stronę.
W domu kolejny dylemat.
KTÓRY WŁOŻYĆ KOSTIUM ?!

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Z racji tego, że już jest rok szkolny i zaczyna się nauka i wgl. postanowiłam, że raz w tygodniu będzie nowy rozdział. Przewiduję w każdą sobotę
 

 
Wtorek.
Dziś postanowiłam zrobić sobie dzień lenia.
Kiedy wstałam nie zmieniłam piżamy na ubranie bo postanowiłam siedzieć dziś w niej calutki dzień.
Mike poszedł rano na trening koszykówki więc na śniadaniu dziś go nie będzie, mama wcześniej niż zwykle wyszła do pracy i w domu zostałam tylko ja i moja siostra.
Zeszłam do kuchni by zjeść śniadanie.
- Cześć Sophie.
- Hej Em, jak się spało ?
- Dobrze, a tobie ?
- Też. - Wyczarowałam sobie miskę moich ulubionych kolorowych płatków z mlekiem i usiadłam w salonie na kanapie obok Emily.
- Jak zamierzasz dziś spędzić dzień ? - Spytała mnie.
- Hmm... robię sobie dziś dzień lenia, siedzę cały dzień w domu. Może poczytam sobie nową książkę którą kupiłam jak byłyśmy na zakupach, albo obejrzę jakiś film. Szczerze, to nie wiem jeszcze co będę robić. - Włożyłam pełną łyżkę z płatkami i mlekiem do ust. Kiedy przełknęłam jedzenie spytałam. - A ty jakie masz plany ?
- Idę z Dianą do centrum na shoping. - No tak, mogłam się domyślić.
- A kiedy ?
- No jesteśmy umówione o 13 w centrum bo teraz ona pojechała do okulisty. - Powiedziała.
Tak na marginesie, Diana nosi okulary.
- Spoko.
Kiedy zjadłam śniadanie odłożyłam miskę na stolik do kawy i razem z siostrą włączyłyśmy nasz ulubiony serial Pretty Little Liars, rano są powtórki bo w nocy puszczają nowe odcinki. Wczoraj przegapiłam ten odcinek, ale nie żałuję tego bo na prawdę miło spędziłam wczorajszy dzień.
W trakcie oglądania serialu Emily powiedziała:
- Jak tam z Dean'em ?
- Czemu pytasz ? - Spytałam wpatrując się w ekran telewizora.
- No wiesz, wczoraj po obiedzie gdzieś cię wcięło i widziałam, że przed szkołą wczoraj rozmawiałaś z nim, a jak byłam na mieście i widziałam Camil i Victorię to ciebie z nimi nie było.
- Taa... widzisz... bo ja... wczoraj spędziłam cały dzień... no... z nim.
- Ha wiedziałam ! - Powiedziała triumfalnym tonem siostra. - No to już opowiadaj, chce znać wszystkie szczegóły.
W sumie, czemu nie. Mimo, że miałam przyjaciółki to i tak najbardziej ufałam swojej siostrze.
Opowiedziałam jej wszystko z dokładnymi szczegółami co robiliśmy wczoraj i o tym wypadzie nad jeziorem, że spotkałam tam go i się całowaliśmy i w ogóle.
Kiedy skończyłam Em powiedziała.
- Sophie ma chłopaka, Sophie ma chłopaka. - Wrzeszczała Emily jak małe dziecko, które się drażni.
Przewróciłam oczami, uśmiechnęłam się i powiedziałam.
- To nie jest mój chłopak, po prostu jest moim dobrym kolegą.
- Jeszcze ! Jasne KOLEGA. - Wyolbrzymiała moja siostra.
- Dobra shhh...Oglądajmy !
Po obejrzeniu odcinka Em przebrała się i wyszła.
Zostałam sama.
Włączyłam na fula moją wierzę i włożyłam album płytowy ABBY. Mimo, że to stary zespół którego już niestety nie ma to bardzo lubię posłuchać tych piosenek.
Usiadłam na moim jasnym fioletowym workowym fotelu i wzięłam mojego laptopa na kolana.
Przeglądałam Facebooka, potem posiedziałam trochę na blogach moich internetowych koleżanek i czytałam ich recenzje na temat różnych książek, potem zapisałam sobie na kartce niektóre tytuły które przykuły moją uwagę i weszłam na stronę internetową naszej miejscowej księgarni World of Books sprawdzić czy są tam te książki które mi się spodobały i ich ceny.
Następnie podeszłam do ściany na którym wisiał wieszak z moim plecakiem vintage i wyjęłam z niego portfel żeby sprawdzić ile mam jeszcze pieniędzy. Aktualnie posiadałam 20 dolarów, wystarczy mi na te książki. Ale pójdę po nie jutro.
Podeszłam do sztalugi - akurat leciała piosenka Dancing Queen - postanowiłam dokończyć mój obraz. Włączyłam mojego iphone i wybrałam zdjęcie które zrobiłam na plaży w dniu nocowania i zaczęłam malować.
Dochodziła już 17, nikt jeszcze nie przyszedł do domu, po chwili dostałam SMS'a od brata.
-Powiedz mamie, że dziś nocuję u Todda.
Odpisałam.
- Nie ma sprawy.
Od razu dostałam odpowiedź.
- Dzięki.

Emily też jeszcze nie było ale nie była już małym dzieckiem i nie dzwoniłam do niej i nie wypytywałam się jej gdzie jest i kiedy wróci, to nie moja rola. Chociaż mama miała tyle obowiązków na głowie, że czasami to była moja, ale tylko czasami.
Poszłam do łazienki.
Nalałam do wanny gorącej wody i płynu jagodowego do kąpieli oraz zapaliłam czekoladowe świeczki które bardzo często używałam i które już niestety się powoli kończą.
Weszłam do wanny i zażyłam długiej i relaksującej kąpieli.
Płyta skończyła się już 10 minut temu, więc użyłam czarów by włączyć piosenkę z ihome i wybrałam Titanum.
Po kąpieli wyrzuciłam piżamę do kosza na brudy i zamieniłam ją na czystą i świeżą.
Położyłam się na łóżku i wpatrywałam się w sufit.
Ktoś wszedł do domu.
- Wróciłam ! - Głos Emily było słychać w całym domu.
Przyciszyłam muzykę i odkrzyknęłam.
- Okey !

Wróciłam szybko do wpatrywania się w sufit.
Cały mój sufit był obklejony gwiazdkami i księżycem które świecą w ciemności.
Patrzyłam się tak na nie i myślałam o Dean' ie.
Była dokładnie 19, mama weszła do domu. Przekazałam jej wiadomość o którą poprosił mnie bart.
W drodze powrotnej do mojego pokoju wzięłam z górnej szafki w kuchni ciastka oraz szklankę z sokiem pomarańczowym i pomaszerowałam do pokoju.
Kiedy usiadłam na łóżku zadzwonił telefon.
To był on.
- Cześć. - Powiedziałam.
- Hej Sophie, jak się masz ?
- Dobrze a ty ?
- Też, jestem wykończony po dzisiejszym treningu, trener dał nam nieźle w kość.
- Rozumiem.
- A ty co dziś robiłaś.
- Nic nadzwyczajnego, siedziałam w domu, słuchałam muzyki, siedziałam w internecie, oglądałam serial i dokończyłam mój obraz...
- Skończyłaś ? - Przerwał mi.
- Tak, jakąś godzinę temu. Teraz wisi sobie obok obrazu który namalował dla mnie tata.
- Muszę go koniecznie zobaczyć.
- Musisz. - Potwierdziłam uśmiechając się.
- Co jutro robisz ? - Spytał.
- Mam zamiar iść do World of Books po nowe książki. A dalej to nie wiem co będę robić, a ty ?
- Szczerze mówiąc też nie wiem co będę robił.
- Ah te wieczne dylematy. - Powiedziałam sarkastycznym tonem.
- Tak to już jest z dzisiejszą młodzieżą. - Dołączył do mnie Dean.
Zaśmieliśmy się.
- A może ponudzimy się jutro razem ? - Zaproponował.
- Możemy, a gdzie konkretnie byśmy się nudzili ?
- No czy ja wiem, może u mnie, albo nad jeziorem, lub dla zmiany otoczenia możemy pójść na plaże no i ewentualnie na bujawkę.
- Hmm...Ciekawe propozycje, ale przypominając sobie, że byliśmy już nad jeziorem i na bujawce to chciałabym pójść gdzieś indziej gdzie nas jeszcze nie było.
- No to zostaje mój dom i plaża. - Powiedział.
- Lub ewentualnie mój.
- No właśnie, to gdzie byś chciała się ze mną nudzić Sophie Collins ?
- Plaża ? Popływałabym.
- No to jesteśmy umówieni.
- Tak.
- No.
Zaśmiałam się a po chwili on dołączył się do mnie.
- Będę już kończyć. - Powiedziałam.
- Nie, zostań lubię słuchać jak się śmiejesz.
Oooo... To było słodkie. Uśmiechnęłam się.
Jeszcze pogadałam z Dean'em przez jakieś 25 minut i wtedy się rozłączyłam.
Usiadłam na podłodze przy łóżku i zaczęłam szukać pod nim zdjęć z tatą.
Siedziałam na podłodze i oglądałam zastanawiają się czy tata polubił by Dean' a, już jakieś 30 minut minęło kiedy skończyłam je oglądać.
Kiedy już skończyłam schowałam je do pudełka i zaczęłam się bawić magią.
W między czasie myślałam o Dean' ie i o tym czy kiedyś będziemy razem.
Mam taką nadzieję. Ale nigdy nic nie wiadomo, a jeśli nie dam rady w trakcie tej inicjacji ? A co jeśli będziemy razem a ja umrę ? Czy będzie za mną teśknił ? Jeśli tak to będzie cierpiał. Nie chcę żeby cierpiał. Boże, zwykłe nastolatki nie mają takich problemów bo nie posiadają magii i nie przejmują się jakąś głupią inicjacją i tym, że mogą umrzeć.
Położyłam się wygodnie na łóżku i zaczęłam czytać książkę.
Po chwili zasnęłam.

 

 
Poniedziałek.
Święto, to właśnie w tym dniu 100 lat temu powstało nasze miasto.
Ludzie którzy nie pracują w szkołach mają 1 dzień wolnego, a uczniowie i nauczyciele cały tydzień.
W szkole ma odbyć się uroczystość z tej okazji.
Bardzo nudna uroczystość. Burmistrz naszego miasta, pan Simpson będzie wygłaszał jeden ze swoich długich i męczących monologów. W ten dzień trzeba być ubranym odświętnie czyli na galowo. Dziewczynom absolutnie nie wolno wkładać spodni. Pff... kto to wymyślił ?! Halo, mamy XXI wiek.
Po zjedzeniu pysznego śniadania zabrałam się do przygotowywania na tą jakże "fascynującą" uroczystość.
Założyłam czarne lakierowane balerinki, lekko rozkloszowaną do kolan sukienkę na krótki rękaw. Rozpuściłam włosy, włożyłam kilka posrebrzanych pierścionków, zrobiłam make-up i byłam już gotowa do wyjścia.
Zeszłam na dół to frontowych drzwi.
- Mamo, jestem gotowa. Czekam w samochodzie. - Oznajmiłam.
- Dobrze. - Odpowiedziała.
To święto jest absolutnie obowiązkowe dla wszystkich mieszkańców naszego miasta.
Jeśli ktoś nie przyjdzie zostaje ukarany, nie mam pojęcia na czym ma to polegać bo nie interesowało mnie to nigdy.
"Impreza" w szkole zaczyna się za 30 minut.
Czekam w samochodzie sama, już jakieś dobre 15 minut.
Nikt się nie zjawia.
- Ile oni mogą się szykować, ludzie no bez jaj. - Powiedziałam sama do siebie.
Wtedy z domu wyszedł Mike.
- Serio ? Tylko jedna osoba ? - Znowu mówię sama do siebie.
Mój bart wszedł do samochodu. I zaczął rozmowę.
- To jeszcze trochę potrwa, Emily prostuje włosy a mama prasuje.
- No to fajnie, one mają pojęcie, że za 15 minut mamy tam być ?
- Chyba nie. - Powiedział.
Po chwili wyszły z domu.
- Alleluja. - Powiedziałam ironicznym tonem.
Michael zaśmiał się.
Kiedy wsiadły do samochodu Mike powiedział.
- Zostało nam jeszcze 5 minut.
- Co ?! Jak to ? Tak szybko ? - Powiedziała mama.
- Tak, możesz już ruszać ? - Powiedziałam wkurzona.
Mama ruszyła, jeszcze nigdy tak szybko nie jechała.
Ale zdążyliśmy na czas, akurat wszyscy wchodzili do naszej sali teatralnej.
Wygłaszane są w niej czasem wykłady na temat antykoncepcji, alkoholu i narkotyków.
Najczęściej odbywają się tu apele i występy.
Usiedliśmy wszyscy obok siebie w 4 rzędzie od góry. Ja siedziałam na wylocie obok schodków.
Zaczęłam się rozglądać gdzie kto siedzi.
Kevin z rodzicami siedział w ostatnim rzędzie po tej samej stronie co my.
Po drugiej stronie w 5 rzędzie od dołu siedziała Vicki z rodzicami. Za nią siedziała Camil i Todd.
Dwa rzędy dalej przed nami siedziała Elita. Nigdzie nie widziałam Dean' a.
Uroczystość właśnie się rozpoczęła. Do mównicy podszedł Dyrektor naszej szkoły pan Parker.
- Witam wszystkich zgromadzonych bardzo serdecznie. W tym dniu obchodzimy 100 rocznice powstania naszego miasta Hollow. Nie przedłużając zapraszam na 20 minutowy film o tym jak rozwijało się nasze miasto.
Wszyscy zaczęli bić brawo.
Światła zgasły i został włączony film.
Nagle poczułam wibracje w torbie. To mój telefon, całe szczęście wyciszyłam go.
Jasność ekranu maksymalnie zmniejszyłam. Zobaczyłam, że dostałam SMS' a. To od Dean' a.
Napisał:
- Hej Sophie, gdzie jesteś ? Nie mogę cię znaleźć.
Ooo... szuka mnie ? To słodkie.
Odpisałam:
- Siedzę z lewej strony w 4 rzędzie od góry. Na samym wylocie, a ty ?
Po 3 minutach dostałam odpowiedź:
- Już cię widzę. Siedzę za Camil i Todd' em 2 rzędy dalej.
Zauważyłam chłopaka który przyglądał mi się badawczo z uśmiechem. To był on.
Odwzajemniłam uśmiech.
Po chwili dostałam kolejnego SMS, znów od niego.
- Pięknie wyglądasz.
Poczułam jak się rumienię, uśmiechnęłam się do ekranu. Wiem, że wtedy na mnie patrzył.
Podniosłam głowę do góry, spojrzałam na niego i powiedziałam bez głośnie:
- Dziękuję.
Uśmiechnęłam się i zaraz spuściłam głowę w dół.
Podniosłam ją znowu i Dean puścił mi oko.
Film się skończył. Burmistrz podszedł do mównicy.
Dostałam kolejnego SMS' a od Dean'a.
- Oho, uwaga Burmistrz przejmuje stery.
Spojrzałam się na niego, a on na mnie i zaśmiałam się bezgłośnie. Zaraz potem zaśmiał się on.
Po półgodzinnym wystąpieniu burmistrza wszyscy wyszli z sali.
Kiedy szłam po schodkach ktoś z tyły mnie zaczepił, a raczej z cisną lekko w tali, po czym dał mi buziaka w policzek.
To Dean.
- Hej, jak ci się podobał występ naszego burmistrza ? - Udawał, że mówi poważnie.
- Och, to było fascynujące i takie... interesujące. - Dołączyłam do niego.
- Co roku to samo. - Powiedzieliśmy równocześnie po czym zaśmieliśmy się.
Wyszliśmy na dwór.
Mama rozmawiała z jakąś kobietą.
- Co dziś robisz ? - Spytał mnie Dean.
- Hmm... Na pewno wrócę do domu, zdejmę to coś... - Pokazałam na mój strój. -...zjem obiad, a potem mam wolne.
- Przestań, wyglądasz naprawdę super.
Zarumieniłam się.
- No więc jeśli chcesz możemy się dziś wybrać gdzieś razem. Co ty na to?- Zaproponował.
- Jasne, czemu nie.

Kiedy wróciłam już do domu od razu przebrałam się w wygodniejsze ubranie.
Mama zawołała nas na obiad.
Wszyscy zasiedliśmy do stołu.
Po obiedzie wróciłam do pokoju.
Zadzwonił telefon.
- Halo ? - Odebrałam.
- Cześć Sophie. Gotowa ? - Dean.
- Tak. - Powiedziałam.
- To czekam nad jeziorem.
- Okej, do zobaczenia.
- Do zobaczenia.
Krzyknęłam, że wychodzę i wybiegłam z domu.
Teleportowałam się nad jezioro oczywiście w miejsce w którym mnie nikt nie widział.
Byłam taka podekscytowana.
Dean siedział na pomoście. Chciałam mu zrobić niespodziankę, bezszelestnie zaszłam go od tyłu.
Schyliłam się do niego przytrzymując włosy i dałam mu buziaka w policzek.
- Hej piękna.
- Cześć. - Usiadłam obok niego. - To co dziś robimy ?
- A to jest niespodzianka. Ale za nim pójdziemy popatrz. - Wskazał palcem drzewo i skałę którą wyczarowałam.
Dziwne, że nie spytał mnie skąd się tak szybko tu wzięłam. Powinnam być bardziej ostrożna.
- O ! Lina. - Powiedziałam ze zdumieniem.
- Zawiesiłem ją dziś jak tylko tu przyszedłem.
- Super. - Uśmiechnęłam się.
Dean wstał i podał mi rękę.
- Chodź. - Uśmiechną się do mnie.
Podałam mu rękę i wstałam. Żadne z nas nie puściło ręki. Szliśmy trzymając się za ręce.
Wyszliśmy na jakieś ogromne pole.
- Gdzie ty mnie prowadzisz ? - Spytałam zaintrygowana.
- Zobaczysz. - Odpowiedział.
- Chyba mnie nie zabijesz. Co ? - Zaśmiałam się.
- Hmm... - Udawał, że się zastanawia.
- Ej ! - Zaśmiałam się i walnęłam go lekko w ramie.
- No co ty. Nigdy. - Powiedział uśmiechnięty. - Zobaczysz spodoba ci się.
- Mam nadzieję. - Odpowiedziałam.
Szliśmy przez pole trzymając się za ręce już 15 minut i nagle zobaczyłam pustkowie, nic tu nie było. Ale powiem szczerze, że widoki były nie ziemskie.
Odwróciłam wzrok w stronę Dean' a i zobaczyłam ogromne drzewo na którym była zawieszona lina z oponą.
- Jak tu pięknie. - Powiedziałam.
- Mówiłem, że ci się spodoba. - Uśmiechną się.
- Skąd wiesz o tym miejscu ? - Spytałam.
- Mama mi kiedyś opowiadała, że za jeziorem i za wielkim polem jest zupełne odludzie na którym jest wielkie drzewo z bujawką. Kiedyś mój tata przyprowadził tu moją mamę na randkę.
- Zna się na rzeczy. - Powiedziałam.
- To prawda. - Uśmiechną się. - Chcesz się pobujać ?
- Mogę ?
- No jasne, po to cię tu przyprowadziłem, musisz koniecznie ją wypróbować. To jest... magiczne uczucie.
-No dobra.
Weszłam w oponę a Dean zaczął mnie bujać.
Bujałam się coraz wyżej i mocniej.
To rzeczywiście było magiczne, wiatr tak przyjemnie wiał. Widziałam z tej wysokości kompletnie wszystko.
- Ekstra co ? Nie chce się przestać ! - Krzyknął Dean.
- Tak to prawda ! - Odkrzyknęłam.
Kiedy bujawka się zatrzymała wyszłam z niej i razem z Dean'em usiedliśmy w cieniu pod drzewem.
- Tu jest naprawdę pięknie. Dziękuję, że pokazałeś mi to miejsce.
- Nie ma sprawy.
Zapadła cisza, żadne z nas nie wiedziało co powiedzieć.
I wreszcie Dean przerwał ciszę:
- Opowiedz coś o sobie.
- A może będzie łatwiej jak będziemy sobie zadawać na zmianę pytania.
- Dobra. No więc jaki jest twój ulubiony kolor ?
- Turkusowy, a twój ? - Odpowiedziałam.
- Limonkowy.
- Moja kolej. - Powiedziałam. - Oprócz I Need Your Love masz jeszcze jakąś ulubioną piosenkę ?
- Tak, We Own It, a ty ?
- The Big Bang.
I tak rozmawialiśmy o naszych ulubionych rzeczach.
Oparłam głowę o jego ramie a on mnie obioł w pasie.
I siedzieliśmy wtuleni w siebie. Podobało mi się to, dawno do nikogo się nie przytulałam.
Potem były całusy i po jakimś czasie Dean chciał odprowadzić mnie do domu.
Stanęliśmy przy scierzce skręcającej do lasu, która prowadziła do domu.
- Dzięki za miły dzień. - Powiedziałam.
- Nie ma sprawy. Na pewno nie chcesz żebym cię odprowadził ?
- Nie, dam radę. Poza tym sam masz daleko do domu.
Pocałował mnie na pożegnanie. Ja odwzajemniłam pocałunek.
I wróciłam do domu.

 

 
Dziś dodam kolejny rozdział inaczej niż zwykle.
Możliwe, że będzie dodany późno.
Dlaczego późno ? Ponieważ w moim mieście odbywa się festyn, będą karuzele itd. Więc jest bardzo prawdopodobne, że wrócę późno.
Z góry przepraszam.

 

 
Niedziela, kolejny wolny dzień. Ten tydzień mamy cały wolny bo miasto obchodzi święto.
Idziemy tylko na chwilę w poniedziałek a potem mamy do końca tygodnia wolne.
Kolejny dzień spędzam nad jeziorem.
Tym razem nie jestem sama. Ktoś właśnie szedł w moją stronę. Nie odwracałam głowy i nie patrzyłam kto to bo najzwyczajniej w świecie nie byłam zainteresowana tą osobą.
- Cześć.
Usłyszałam znajomy męski głos.
Odwróciłam głowę w stronę skąd dochodził ten głos. To był Dean.
- Hej, co tu robisz ? - Spytałam.
- Lubię tu przychodzić, pomyśleć. Nikt nie przychodzi tutaj, zawsze jest tu cicho i spokojnie. A ty ?
- To prawda. Przyszłam posiedzieć, z tym miejscem mam wiele wspomnień.
- Serio ? Nie chcę być wścibski ale opowiesz ?
- Naprawdę cię to interesuje ?
- Tak. Opowiadaj.
- No dobra, kiedyś przychodziłam tu z tatą jak byłam mała. Siedzieliśmy nad brzegiem i rysowaliśmy wszystko co tu jest. Bo kiedyś mieszkaliśmy tu, a dokładnie w tamtym domu. - Wskazałam palcem opuszczony dom po drugiej stronie jeziora.
- Czemu już tu nie mieszkacie ?
- Bo było tu zbyt wiele wspomnień związanych z tatą. Nie mogliśmy tu mieszkać. Tata zginą jak miałam 11 lat w wypadku samochodowym. Wracał z pracy w nocy, była straszna ulewa. Jeleń wyskoczył mu na drogę, tata nie zdążył zahamować, wpadł w poślizg i...
- Zginą.
- Tak, lekarze mówili, że nie da się go już uratować.
- To straszne, nie powinienem cię pytać o to, przepraszam.
- Co ty, nic się nie stało. Ja już się z tym pogodziłam. Fakt faktem bardzo mi go brakuje ale wiem, że nie chciałby widzieć mnie jak ciągle płaczę.
- Rozumiem. To może zmieńmy temat.
- Tak, z chęcią. - Powiedziałam.
- Wiesz, na imprezie u Camil i u ciebie w domu zauważyłem, że Victorii podoba się chyba twój brat.
- Myślałam, że tylko ja to zauważyłam. - Uśmiechnęłam się.
- Hehe, nie tylko ty. - Zaśmiał się.
- Mój brat też o tym wie ?
- Wątpię, chociaż powinien zauważyć. Kiedy zaczynamy z Kevinem temat o Vicki to on od razu robi się taki zmieszany i zmienia temat.
- Mojemu bratu podoba się Victoria ?! - Wytrzeszczyłam z wrażenia oczy i zaśmiałam się ze zdziwieniem, nie mogłam w to uwierzyć.
- No z tego co widać to tak. - Zaśmiał się.
- No kto by pomyślał. Mój brat zakochał się w dziewczynie. A co z Kevinem ?
- Nikt mu się nie podoba. - Odpowiedział.
Wstałam i zdjęłam buty.
Sprawdziłam dużym palcem u nogi jaka jest woda. Akurat była taka, że można było się w niej kąpać. Chociaż ja zawsze uważam, że woda jest idealna nawet jak jest lodowata.
- Kąpiesz się ? - Spytałam.
- No nie wiem. - Odpowiedział niepewnie.
- Oj no chodź, zobacz jaka fajna woda.
Dean zdjął buty i staną na brzegu w wodzie.
- Faktycznie, przyjemna. - Powiedział.
- To co ? Wchodzisz ?
- No dobra.
Wróciliśmy na trawę żeby się rozebrać. Dean, rozebrał się pierwszy, staną na brzegu, odwrócił się do mnie i powiedział.
- No idziesz ?
- Odkręć się, i nie podglądaj. - Powiedziałam z uśmiechem.
- Przepraszam, już nie patrzę.
Kiedy zdjęłam bluzkę czułam na sobie czyjś wzrok.
- Nie patrz ! - Krzyknęłam śmiejąc się.
Dean odwrócił wzrok.
Wszedł do wody.
Kiedy już się rozebrałam wparowałam do wody jak najszybciej, kiedy byłam już zanurzona po szyję Dean się do mnie odwrócił.
- Woda jest super. - Powiedziałam.
- Zgadzam się. Lubisz pływać ?
- Czy lubię ? Uwielbiam, kocham ! Z wody mogłabym wcale nie wychodzić.
- Tak samo jak ja. - Uśmiechną się do mnie.
Odwzajemniłam uśmiech.
Zaczęliśmy pływać, nurkować, popisywać się.
- Nie no tak nie będziemy pływać. - Powiedział.
Wyszedł z wody wziął telefon i włączył muzykę.
- Tak lepiej. - Przytakiwał z zadowolenia głową z uśmiechem na ustach.
Zaśmiałam się.
Wszedł na pomost i wskoczył do wody na bombę.
Wynurzył się i powiedział.
- Super ! Spróbuj. - Powiedział podekscytowany.
- Ok. - Uśmiechnęłam się i zrobiłam to samo co Dean.
Wynurzyłam się.
- Zarąbiście !
- Mówiłem.
- Wiesz co by się tu przydało ?
- Co ?
- Taka lina, z której można by było wskakiwać do wody. - Odpowiedziałam.
- To jest dobry pomysł. - Uśmiechną się. - Ale gdzie byśmy ją zawiesili ?
Kiedy Dean rozglądał się ja wyczarowałam skałę nad brzegiem niedaleko miejsca w którym siedzieliśmy, i wielkie silne drzewo które akurat nadawałoby się do powieszenia na nim linę.
- A może tu ? - Wskazałam palcem skałę którą wyczarowałam.
Dean spojrzał się na wielkie drzewo i na skałę które wskazałam palcem.
- Super miejsce. Ale skąd się to tu wzięło ?
Ups, niezręczna sytuacja. Zapomniałam, że on o mnie nie wie.
- No... przecież to było tu od zawsze. - Powiedziałam.
- Serio ?
- Oczywiście.
- Możliwe. Dawno mnie tu nie było.
Uff... całe szczęście, udało mi się z tego wybrnąć.
- To kiedy tu przyjdziemy i zawiesimy ? - Spytał.
- Może w piątek po szkole ? Ja wezmę line a ty zawiesisz.
- Spoko. - Powiedział.
Pływaliśmy w już z 2 godziny i żadne z nas się nie zmęczyło.
Kiedy nurkowałam wynurzyłam się obok niego ale nie wiedziałam.
Odwróciłam się w jego stronę.
Promienie słońca odbijały się od wody prosto oświetlając nasze twarze.
Spojrzałam się głęboko w jego boskie oczy.
On zrobił to samo.
Pocałowałam go w usta, nie mogłam wytrzymać. Chciałam to zrobić już odkąd weszliśmy do wody, kiedy zobaczyłam jego wyrzeźbiony brzuch.
- Przepraszam, ja... - Powiedziałam, pewnie go wystraszyłam. Zrobiłam to tak nagle.
On nic nie powiedział, tylko przyciągną mnie do siebie i pocałował.
Po czym zaraz powiedział:
- Nic się nie stało. - Uśmiechną się do mnie.
A ja do niego.
Całowaliśmy się dalej. To już nie były takie pocałunki jak na imprezie.
Tym razem pocałunki były namiętne.
Całowaliśmy się już 2 minuty, wiem bo liczyłam każdą, ale to absolutnie każdą sekundę.
Dean na chwilę oderwał się od pocałunków ale obejmował mnie dalej.
- To co mówiłem na imprezie... Nie kłamałem, na prawdę mi się podobasz.
- Ty mi też.
Uśmiechnęliśmy się i całowaliśmy się dalej.

5 minut później.

Wyszliśmy już z wody. Miałam akurat dwa ręczniki bo wzięłam ze sobą. jeden żeby na nim usiąść a drugi żeby się przykryć. Dałam jeden Dean' owi i poszliśmy usiąść na pomost.
Kiedy siedzieliśmy oparłam głowę o jego ramie.
Dean opowiadał mi w między czasie kawały. Śmiałam się przez cały czas.
Wtedy powiedział.
- Sophie, może chciałabyś pójść ze mną do kina ?
- Na randkę ? - Spytałam.
- Tak.
- Myślałam, że to jest randka. - Powiedziałam.
- No to na drugą. - Puścił do mnie oko.
- Z przyjemnością. To w czwartek ? - Uśmiechnęłam się.
- No to jesteśmy umówieni. - Odwzajemnił uśmiech.
Posiedzieliśmy jeszcze z godzinę i wróciłam do domu.

- Cześć wszystkim. - Weszłam uśmiechnięta i szczęśliwa do domu.
- Hej. - Powiedziała mama i Emily.
- Cześć. - Powiedział Mike. - A co ty taka szczęśliwa ?
- Aa... nie ważne. - Puściłam mu oko.

Weszłam do mojego pokoju i wzięłam długą kąpiel jagodowo-czekoladową.
Kiedy się już zrelaksowałam przebrałam się w piżamę, wzięłam pamiętnik, usiadłam na łóżku i zrobiłam kolejny wpis.

Kochany pamiętniku,

Dzisiejszy dzień spędziłam nad jeziorem w towarzystwie pewnego chłopaka. A mianowicie z Dean' em. To była nasza pierwsza randka. Chociaż tak naprawdę on mnie na nią nie zapraszał, spotkaliśmy się na miejscu przypadkiem. Ale spędziliśmy dziś cudowny dzień, śmialiśmy się, rozmawialiśmy, pływaliśmy, wygłupialiśmy się i nawet całowaliśmy. Znowu, ale tym razem byłam trzeźwa. Jesteśmy umówieni już na drugą randkę. Jestem szczęśliwa.
Boże w co ja się ubiorę ?!




Sophie ;*


 

 
Zobaczyła, że wszyscy śpimy. Więc obudziła mnie i Mike.
- Sophie, Michael wstawajcie.
Ja obudziłam się od razu, Mike po jakimś czasie.
- Co się stało ? - Spytałam zaspana.
- Wszyscy zasnęliście. Idźcie się położyć.
Spojrzałam na zegarek, była 3 rano. Co ona robiła w tej pracy, że wróciła o tej godzinie.
- Dobrze. - Powiedziałam.
Wstaliśmy z Mike' iem i zaczęliśmy wszystkich budzić.
Vicki i Camil spały u mnie na łóżku. Kevin i Dean Spali u Mike w pokoju. Todd spał w salonie na kanapie a ja z bratem u Em w łóżku. Nie chętnie położyłam się obok brata ale byłam tak zmęczona, że nie miałam siły negocjować.

Kolejny dzień, sobota. Mama znowu w pracy, a my sami w domu.
Obudziłam się o 11. Wszyscy jeszcze spali, oprócz mnie i Dean'a. Jeszcze tego nie wiedziałam, że nie śpi do puki nie spotkaliśmy się przy schodach.
- Dzień dobry. - Uśmiechną się do mnie.
- Dzień dobry, - Odwzajemniłam uśmiech i przetarłam oczy.
- Jak się spało ?
- Tragicznie, spałam z bratem. Z siostrą bym wytrzymała ale nie z nim.
- Czemu ? - Uśmiechną się rozbawiony.
- Bo on przez cały czas się wiercił. W końcu zepchnęłam go z łóżka i spałam sama. - Zaśmiałam się cicho i uśmiechnęłam się.
- Hahaha. - Zaśmiał się.
- Shhh... - Przyłożyłam palec wskazujący do usta i rozbawiona kazałam mu być cicho.
- Przepraszam. - Powiedział szeptem.
Poszliśmy do kuchni, napiliśmy się soku pomarańczowego i zobaczyłam Todda na kanapie.
Wtedy wpadłam na pomysł. Od razu powiedziałam o nim Dean' owi.
- Dawaj ich wszystkich pomażemy na twarzy markerem. - Uśmiechnęłam się.
- Dobra ! - Odwzajemnił uśmiech.
Poszliśmy do gabinetu mamy i wzięliśmy od niej 2 markery.
Najpierw poszliśmy pomazać Todda, narysowaliśmy mu wąsy, okulary i na czole napis QTAZ.
To samo zrobiliśmy innym, rozdzieliliśmy się. Ja poszłam do dziewczyn a Dean do Kevina i Mike.
Kiedy zrobiliśmy już swoje odłożyliśmy markery na miejsce i wróciliśmy do kuchni zadowoleni.
- Tylko się nie śmiej jak tu przyjdą. - Powiedział do mnie.
- Spoko, spróbuję. - Zaśmiałam się cicho. - Masz ochotę na tosty z serem ?
- Jasne.
Zrobiłam nam tosty, usiedliśmy przy aneksie kuchennym i wtedy do kuchni wszedł Todd.
- Cześć. - Powiedział Todd po czym podszedł do lodówki po picie.
- Hej. - Powiedzieliśmy równocześnie z Uśmiechem.
Zaraz po nim weszła Vicki i Mike. A za nimi Kevin i Camil.
Wszyscy byli tacy zmęczeni, że żadne nic nie zauważyło. Nie mogliśmy wytrzymać ze śmiechu ale na szczęście się udało.
Wtedy Mike odwrócił się do nas.
- Co tam, jak... - Powiedział Mike.
- Hahahahahahahaha... - Przerwaliśmy mu i wybuchliśmy śmiechem.
- Z czego się śmiejecie ? - Spytał zdziwiony Mike.
- Nic nic. - Uśmiechnęłam się do niego i spojrzałam się na Dean' a a on na mnie po czym spuściłam głowę do dołu.
- O Mój Boże ! Poważnie !? - Vicki już zauważyła, musiała zobaczyć swoje odbicie w oknie nad zlewem.
Ja i Dean wybuchliśmy śmiechem ponownie i poszliśmy do salonu.
Wszyscy się nagle skapnęli i zaczęli się śmiać.
Ja i Dean przybiliśmy sobie piątki.
- Dobra robota partnerze. - Powiedziałam uśmiechnięta.
- Wzajemnie. - Puścił do mnie oko.

3 godziny później.

Wszyscy już sobie poszli. Zostałam sama z Michael' em.
- Mike, ja wychodzę.
- Spoko.
Wyszłam na dwór i teleportowałam się nad jezioro.
Usiadłam nad brzegiem i myślałam o Dean'e. Dziś fajnie się bawiliśmy. Z resztą u Camil też.
Wyczarowałam sobie gitarę i zaczęłam grać.
Oni mają racje, on mi się podoba. Dostrzegłam to dopiero wtedy kiedy zaczęłam grać piosenkę o miłości.

  • awatar αиιαρσℓ: nadrobiłam czytanie wszystkich rozdziałów <3 BOSKIE <3! TY BĘDZIESZ CHYBA PISARKĄ O.o GENIALNE PO PROSTU <3 jeśli napiszesz kiedyś książkę daj znać,a pierwsza kupię <3 *.*
  • awatar Cocaine ♥: Oh wreszcie :D <3
  • awatar Chill Out ♥: Oooooo <3 NARESZCIE !!! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Już przez tydzień chodzę nad jezioro, kocham to miejsce. Ale plaża też nie zostaje sama, zawsze znajduję czas by być w obu miejscach jednego dnia.
Ten tydzień minął szybko, chodziłam do szkoły, nic mi się nie stało. Nikt nic nie mówił na temat imprezy. Mike powiedział, że Dean też nie pamięta co się wydarzyło na imprezie, może kłamał.
Z jednej strony jestem zadowolona, że nic nie pamięta a z drugiej zawiedziona. Miałam chęć dotknąć jeszcze raz jego miękkich ust, jego ciała.
Przez calutki tydzień Dean nie odzywał się do mnie. Może uznał, że skoro udało mu się mnie pocałować to poszuka innej.
Za miesiąc będą wakacje.
Dziś piątek, zaprosiłam Cami i Vicki na nocowanie. Mike też zaprasza jakichś kolegów na noc, a Em poszła do Diany na noc.
Oczywiście z samego rana ja i mój brat ustalamy kto kiedy będzie miał salon żebyśmy się nie kłócili w trakcie kiedy będą goście.
Usiedliśmy w kuchni i na spokojnie prowadziliśmy konwersację.
- Kto do ciebie przychodzi ?
- Victoria i Camil, a do ciebie ?
- A czy to ważne ?
- No skoro ja ci powiedziałam to i ty chyba możesz, co ?!
- Dobra dobra, przychodzi Kevin, Todd i...
- I kto ?
- No ten... - Otworzyłam szeroko oczy, połknęłam ze zdenerwowaniem ślinę i powiedziałam:
- Tylko nie mów, że zaprosiłeś jego... Dean'a.
- Tak, zaprosiłem.
- Boże, i co ja teraz zrobię.
- Nic, a co ty chcesz robić ?! My będziemy u mnie w pokoju a wy u ciebie.
- Nie zapominajmy, że możemy się spotkać w kuchni.
- O jeny, no to ja będę schodził do kuchni jak czegoś będą chcieli. Ale ja ciebie nie rozumiem, całowaliście się na imprezie, gadaliście ze sobą, tańczyliście a teraz nie chcesz z nim gadać ?!
- Nie. - Powiedziałam krótko.
- Jak ty chcesz znaleźć sobie chłopaka jak ciągle ich unikasz.
Mike ma rację, w ten sposób nie znajdę sobie nikogo. Ale ta cała akcja na imprezie, wstydzę się tego. Dlatego go unikam.
- Dobra, niech oni sami schodzą do kuchni.
- Ok, teraz ustalmy co z salonem.
- To może my weźmiemy pierwsze o 20 a potem wy.
- No dobra.
- A co będziecie oglądać ? - Spytałam.
- Nie wiem, pewnie jakieś horrory. A wy ?
- My tak samo.
- To może wszyscy razem będziemy oglądać filmy w salonie. - Zaproponował mój brat.
- Mike...
- Jeny, usiądę obok ciebie. A z drugiej strony któraś z dziewczyn. - Przerwał mi. -
Podejrzewam, że Camil z Toddem usiądzie więc pewnie Vicki usiądzie obok ciebie.
- No dobrze.
Po dłuższej rozmowie udałam się do pokoju żeby się przebrać. Przebrałam się w zwykłe spodnie dresowe i top. Ustaliliśmy, że przekąski wyczarujemy bo nie chce nam się jechać do sklepu.
Wzięłam mój zeszyt od rysunków i jednym pstryknięciem przeniosłam się na plażę.
Szukałam jakichś obiektów do narysowania i zobaczyłam jak małe żółwiki wychodzą z dziury w piachu na plaży.
Zrobiłam im zdjęcie telefonem jak wędrują do morza i potem zaczęłam rysować.
Rysowałam jakieś 3 godziny, musiałam narysować absolutnie wszystkie szczegóły.
Kiedy skończyłam przeniosłam swoją sztalugę i farby na plażę. Następnie przeniosłam mój rysunek nie pomalowany na płótno i zabrałam się za malowanie.
Siedziałam tak do 18 i zadzwonił do mnie telefon. To Michael.
- Mała dziewczyny przyszły, wracaj.
- Już wracam.
Przeniosłam się razem ze wszystkimi moimi rzeczami które miałam na plaży z powrotem do mojego pokoju, pochowałam farby i zeszyt a obraz zostawiłam na wierzchu żeby wysechł.
Zeszłam na dół po dziewczyny.
- Hej dziewczyny.
- Cześć Soph. - Powiedziały nie równocześnie.
- Chodźcie na górę.
Dziewczyny ruszyły za mną.
Kiedy weszłyśmy do mojego pokoju to jedyne co w nim zauważyły to sztalugę z moim nowym obrazem.
- Boże jaki piękny. - Powiedziały równocześnie dziewczyny.
- To twoja robota ? - Spytała Cami.
- Tak, dziś zaczęłam. Jeszcze jest nie gotowy.
- Przecudny. - Powiedziała.
- To co dziś będziemy robić ? - Spytała Vicki.
- No więc na dzisiejszy wieczór przygotowałam filmy, trochę poplotkujemy... - Puściłam oko do dziewczyn. - ...pośmiejemy się z chłopaków bo do Mike też dziś przychodzą na noc, trochę podsłuchamy o czym mówią, zrobimy razem coś do jedzenia, w coś możemy pograć.
- Zapowiada się super. - Powiedziała Vicki.
- A kto przychodzi do Michaela ? - Spytała Cami.
- Kevin, Todd i... - Przerwałam.
- I ? - Spytała Vicki.
- Dean ? - Spytała uśmiechnięta Camil.
- Tak. - Spuściłam głowę do dołu.
- Uuuuu... - Dziewczyny się zaśmiały.
- Przestańcie. - Powiedziałam i po chwili sama się śmiałam.
Śmiałyśmy się jeszcze przez chwilę i zapadła cisza. Popatrzyłyśmy się na siebie i znowu wybuchłyśmy śmiechem.
Nagle usłyszałyśmy, że Mike z kimś rozmawia. Uchyliłam drzwi i razem z dziewczynami zaczęłyśmy słuchać.
- Cześć chłopaki.
- Siema stary.
To był Todd, Kevin i Dean.
- Przynieśliśmy piwo. - Powiedział półgłosem Todd.
- Spoko, mojej mamy nie ma.
- A to luz.
- Postaw w kuchni i chodźcie do mnie na górę.
Mike prowadzi chłopaków do pokoju.
- Idą tu. - Powiedziałam szeptem.
- Zamykaj, szybko. - Powiedziała Camil.
Kiedy zamknęłam drzwi włączyłam szybko głośno muzykę i zaczęłyśmy się śmiać.
Zza drzwi dało się usłyszeć konwersację pomiędzy moim bratem a Todd'em.
- Kto tam jest ?
- Sophie, u niej też dziewczyny nocują.
Śmiałyśmy się dalej.
Po jakimś czasie powiedziałam.
- Może pójdziemy do kuchni ?
- Jasne. - Powiedziała Vicki.
Ruszyłyśmy w stronę schodów.
Michael nie zamkną drzwi od pokoju więc chłopaki nas widzieli.
- Cześć chłopaki. - Powiedziałyśmy równocześnie i kiedy schodziłyśmy ze schodów dalej się śmiałyśmy.
- Cześć. - Odpowiedzieli.
Zeszłyśmy do kuchni, dziewczyny usiadły przy aneksie kuchennym na krzesłach barowych i zaczęłyśmy gadać.
- To co jemy lody ? - Spytałam.
- Jasne. - Powiedziały.
- Jakie masz ? - Spytała Cami.
Spojrzałam do zamrażalnika.
- Z tego co widzę to są truskawkowe, bananowe, jagodowe, czekoladowe, śmietankowe i bakaliowe.
- Fuu... bakaliowe są niedobre. - Powiedziała Vicki.
- Wiem, ale moja mama je lubi więc wiecie. To jakie chcecie ?
- Ja poproszę czekoladowe zmieszane z bananowymi. - Powiedziała Camil.
Nałożyłam lody do pucharu na lody i podałam Camil lody, łyżeczkę i posypki.
- A ja śmietankowe i truskawkowe. - Powiedziała Vicki.
Podałam Vicki to samo co Cami.
Ja nałożyłam sobie jagodowe i truskawkowe i posypałam kolorową posypką jak dziewczyny.
Usiadłam z nimi przy aneksie i ciągnęłyśmy konwersację dalej.
- Skoro się przyjaźnimy to fajnie by było wiedzieć coś o sobie. - Powiedziała Camil.
- Tak, to kto zaczyna ? - Spytałam.
- To może ja? - Vicki - No więc, mój ulubiony kolor to fiolet, moja ulubiona pora roku to wiosna, moja ulubiona wokalistka i wokalista to Shakira i Justin Timberlake, ulubiona piosenka James Arthur - Impossible, ulubiony serial Teen Wolf, za sportem nie przepadam ale lubię jak chłopak gra w kosza... - Cami i ja słuchamy dalej. - ulubiony film to cała saga zmierzch, książek nie lubię czytać ale przeczytałam wszystckie części zmierzchu, w przyszłości chciałabym zostać weterynarzem, kocham zwierzęta, ulubiony aktor i aktorka Kristen Stewart i Robert Pattinson.
- Ok teraz moja kolej. - Powiedziała Camil. - Kolor czerwony i złoty, film Śniadanie u Tiffaniego, pora roku lato, ulubiona książka Pamiętnik, ulubiony sport tenis, ulubiona wokalista i wokalista Beyonce i Justin Bieber, ulubiona aktorka i aktor Anna Kendric i Dave Franco, piosenka Justin Bieber - As Long As You Love Me, serial True Blood i Awakwart, w przyszłości chciałabym zostać projektantką mody.
- Więc teraz ja... - Powiedziałam. - Kolor turkusowy, serial the Vamipre Diaries, the Originals, Pretty Little Liars, 2 Broke Girls, Friends i Supernatural, aktor i akrorka Jennifer Lawrence, Nina Dobrev, Ian Somerhalder, Jensen Ackles i Channing Tatum oraz Johnny Depp, piosenka Calvin Harris feat. Ellie Goulding - I Need Your Love, Katy Tiz - The Big Bang, wokalista i wokalista Katy Perry, Rihanna i Rea Garvey, pora roku zima i lato, sport piłka nożna, książka Igrzyska Śmierci, film Władca Pierścieni wszystkie części i Igrzyska Śmierci, w przyszłości chciałabym być piosenkarką albo malarką chociaż to jest trochę nie realne to mam jeszcze jedną furtkę i chciałabym otworzyć albo przedszkole albo księgarnie.
- Fajnie - Powiedziały dziewczyny uśmiechnięte.
- Jaki film dziś oglądamy ? - Spytała Camil.
- No właśnie, z bratem dogadaliśmy się tak, że wszyscy razem coś obejrzymy. Oczywiście horror.
- Uuu... Super. - Powiedziała Vicki puszczając do nas oko.
O wilku mowa, Mike i chłopaki właśnie zeszli na dół.
- Co tam ? O czym gadacie ? - Spytał nas mój brat.
Todd podszedł do Camil i dał jej buziaka w usta.
- Właśnie zastanawiałyśmy się co będziemy dziś oglądać. Powiedziałam, że będziemy wszyscy razem oglądać.
- Nie, stary one będą chciały jakieś romantyki oglądać. - Powiedział Kev.
- Hahaha. - Z dziewczynami wybuchłyśmy śmiechem. Zaraz potem dołączył do nas Michael.
- Z czego się śmiejecie ? - Spytał Dean.
- Dziewczyny chcą oglądać horrory, moja siostra nie zniosła by tego gdyby dziewczyny włączyły romantyki, od razu by poszła do siebie i włączyła by sobie inny film na laptopie.
- Serio ? - Spytał mnie Todd.
- Tak, nie cierpię filmów romantycznych. - Powiedziałam.
- No proszę, a to niespodzianka. - Powiedział Kevin.
- Jesteś chyba pierwszą dziewczyną jaką znam, która nie lubi romantycznych filmów. - Dodał Dean.
- Hahaha. - Zaśmiałam się. - Bez przesady, pewnie jest jeszcze kilka dziewczyn takich jak ja.
- Oj raczej nie. - Powiedzieli wszyscy równocześnie. Każdy się uśmiechną i wszyscy wybuchliśmy śmiechem.
- Soph, pójdziesz przynieść filmy ? - Spytał mnie Mike.
- Jasne. - Uśmiechnęłam się.
- Pomogę ci. - Powiedział Dean. I ruszył za mną. Nie sprzeciwiałam się.
Kiedy weszliśmy do mojego pokoju Dean zatrzymał się przy sztaludze z moim nowym niedokończonym obrazem.
- Wow, sama to zrobiłaś ? - Spytał zaintrygowany.
- Taa, jeszcze jest nie dokończony. - Uśmiechnęłam się lekko.
- Świetny, ten nad łóżkiem pewnie kupiłaś.
Spojrzałam się na obraz nad łóżkiem i zaśmiałam się po czym powiedziałam.
- Nie, sama namalowałam. Niedawno skończyłam.
- Piękny. - Uśmiechnął się do mnie.
- Dobra chodź mi pomóż. - Powiedziałam uśmiechnięta.
- No tak tak.
Wyjęłam same horrory z mojej półki i połowę podałam jemu a drugą połowę wzięłam ja.
Nagle powiedział.
- Wiesz, to co zdarzyło się na imprezie w basenie... - Boże czyli jednak pamięta. - ...przepraszam, zrobiłem to tak nagle. Pewnie cię przestraszyłem.
W sumie nie jest taki zły. Jest naprawdę bardzo miły.
- Nie, skąd. Nic się nie stało. Raczej chyba nie sprawiałam wrażenia wystraszonej. - Zażartowałam i zaśmiałam się.
On też się zaśmiał.
Wyszliśmy z pokoju i zeszliśmy na dół.
- Już. - Powiedziałam i położyłam filmy na stoliku do kawy w salonie. To samo zrobił Dean.
Wszyscy przeszli z kuchni do salonu. Usiedliśmy na kanapie a niektórzy na fotelach.
Akurat tak wyszło, że na kanapie siedziałam ja, obok mnie mój brat obok niego Vicki, a z drugiej strony obok mnie Dean. Na jednym fotelu usiadł Kev a na drugim Cami z Toddem. Oczywiście ona usiadła mu na kolanach.
Zaczęliśmy wybierać.
W ostateczności wybraliśmy Grave Encounters.
Kiedy była połowa filmu była już 1 rano. A mamy dalej nie było.
Przed samym końcem filmu wszyscy zasnęliśmy.
Po jakimś czasie weszła mama.

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
HEJ KOCHANI !!!
Nareszcie wróciłam, dziś kolejny rozdział !

Zapraszam
 

 
Nie, ja nie wiem jak ja pójdę dziś do szkoły. Co mam zrobić ? Chętnie bym się zwolniła dziś z zajęć. W sumie nie mam żadnych testów, na historii będą podawane wyniki. Vicki mi powie co dostałam.
- Mamo, zwolnisz mnie dziś z zajęć ?
- Jak to ? Niby czemu miałabym cię zwalniać ?
- Boli mnie brzuch ?
- Przestań.
- No proszę, dziś nie mam żadnych testów. Mam dobre oceny.
- No nie wiem. Muszę znać powód dla którego nie chcesz iść.
- Serio ? No... - Spóściłam głowę w dół. Chyba mama załapała o co chodzi.
- Dobra chodź. A wy... - Pokazała palcem na moje rodzeństwo. - macie nie podsłuchiwać.
- Dobra dobra. - Powiedział Mike.
Poszłyśmy do pracowni magicznej z mamą. Mama rzuciła zaklęcie żeby nas nikt nie podsłuchiwał bo obie dobrze wiemy, że oni by to zrobili.
- No więc co się stało ?
- Całowałam się z chłopakiem na imprezie i wstydzę się iść do szkoły.
- No przestań, całowanie się z chłopakiem to nic strasznego, to jest normalne.
- Tak ale ja byłam...
- Co ? Pijana ? Piłaś ?!
- Tak ale Mike miał mnie pod kontrolą, nic się nie stało. Wróciłam cała i zdrowa do domu.
- No dobrze. No i co w związku z tym.
- Że ja nic nie pamiętałam. Jestem na siebie zła, że w ogóle z nim rozmawiałam.
- Aha rozumiem. Czyli uważasz, że on ci się nie podoba.
- Tak.
- Wiesz skoro wypiłaś to to co zrobiłaś było absolutnie szczere.
- Co chcesz przez to powiedzieć ? - Spytałam zdziwiona.
- To, że ten chłopak ci się podoba ale nie chcesz sama się do tego przyznać.
W sumie chyba mama ma racje, podobało mi się nawet to całowanie. Ale nie, nie jestem w nim zakochana. Pff... to chyba jakiś żart.
- To mogę zostać ?
- No dobra ale tylko dziś.
- Jej ! Dziękuję ! - Dałam mamie całusa w policzek.
- Nie ma za co. - Uśmiechnęła się do mnie.
Poszłam do pokoju i zastanawiałam się co mam dziś robić. Może obejrzę sobie film. Albo poczytam książkę. A może zacznę rysować jakiś rysunek.
Jedno wiem na pewno, że zostaję i że muszę koniecznie coś zjeść.
Tak na prawdę to nie wiem po co w ogóle poszłam do pokoju, przecież i tak muszę iść zjeść. Więc zeszłam znowu na dół.
Kiedy weszłam do kuchni oni już wychodzili. Pożegnałam się z każdym i ruszyłam w stronę lodówki. Hmm co by tu zjeść.
Wzięłam jogurt truskawkowy, zrobiłam herbatę i poszłam do salonu. Włączyłam sobie horror pt. ,,Kobieta w Czerni" jeden z moich ulubionych. Zasłoniłam zasłony w oknie, oczywiście czarami i zaczęłam oglądać.
Po obejrzeniu, posprzątałam po sobie i usiadłam w fotelu. Weszłam na facebooka, dostałam dwie wiadomości. Pierwsza od Vicki.
- Hej Soph. znowu cię nie ma. Znowu nie mam z kim rozmawać. Camil też nie ma. Zostałam sama. Co się stało ?
Odpisałam :
- Hej Vicki, źle się czuję. To po tej imprezie kac mnie jeszcze trzyma. Jutro będę.
Kolejna wiadomość od Camil.
- Cześć Sophie, jak się podobało na imprezie ? Dziś mnie nie będzie w szkole bo jadę z mamą do dentysty na kontrole. Buziaki ;*
Czyli nie tylko ja nie poszłam do szkoły.
- Hej Cami, mnie też dziś w szkole nie ma. Źle się czułam i nie poszłam. Ale jutro już będę.
Kiedy już odpisałam i wyłączyłam telefon, zastanawiałam się co dziś porobić.
Przypomniało mi się, że miałam iść nad jezioro, tam gdzie z tatą siedzieliśmy i rysowaliśmy.
Zmieniłam szybko piżamę w ubranie. Rozczesałam włosy i zostawiłam je rozpuszczone.
Teleportowałam się nad jezioro, z tego co słyszałam to teraz w naszym starym domu nikt nie mieszka. Kiedy ten dom sprzedawaliśmy wprowadziła się tu jedna rodzina ale podobno jakieś 3 lata później wszyscy zginęli w wypadku samochodowym. Teraz domu nikt nie chce kupić.
Kolejny wypadek samochodowy, wygląda to tak jakby na tym domu ciążyła jakaś klątwa, ci który tam mieszkali giną. Ale to tylko moja wyobraźnia, bo przecież nie istnieje coś takiego jak klątwa rzucona na dom. Chociaż w sumie, skoro czary istnieją to czemu też nie to...
Tak dawno mnie tu nie było, usiadłam na brzegu i zaczęłam szlochać.
Cała fala wspomnień o tacie wróciła. Przypomniałam sobie wszystko, jak tulił mnie do snu, jak byliśmy raz na lodach w budce przy plaży, jak razem śmieliśmy się z naszych żartów. A szczególnie jak siedzieliśmy tu i rysowaliśmy. Po drugiej stronie jeziora stoi nasz stary dom. Teleportowałam się na tamtą stronę bo nie chciało mi się iść.
Stałam na werandzie, przed drzwiami.
Drzwi były otwarte, dom był opuszczony. Nie było w nim mebli ale nie musiało ich tu być bo pamiętałam jak i gdzie one stały.
Nagle zobaczyłam jak ganiamy się z bratem w salonie, mama trzyma malutką Emily na rękach i daje jej mleko w butelce. Tata siedzi obok niej i patrzy się w ogień w kominku. Za oknem jest widno i pada śnieg , dom jest przystrojony ozdobami świątecznymi. Przypominam sobie, że to była gwiazdka. To były pierwsze święta Emily z nami. Wtedy zjechała się cała rodzina, Dziadek, Babcia, wujek Henry z Fredem i Oliverem, wujek Stephan i ciocia Stacy jeszcze wtedy była dobra, ale później stała się złą czarownicą. Bo poznała jakiegoś Johnna, który był złym czarodziejem, ciocia się strasznie w nim zakochała. Jej rodzice nie żyją zabiła ich bo nie pozwalali jej spotykać się z Johnnem. Dlatego jej nie zapraszaliśmy, mimo to ciocia jest moją matką chrzestną. A raczej była.
Weszłam do mojego starego pokoju, znowu widziałam swój różowy pokój, białe meble i różowe dodatki oraz całą masę lalek. Stał też mój mały stolik na podwieczorki z misiami. Pamiętam, że uwielbiałam się w to bawić. Nawet mój tata przychodził do mnie żeby się ze mną w to pobawić.
Wróciłam z powrotem nad jezioro, sprawdziłam jaka jest woda. Nie była lodowata więc rozebrałam się do samej bielizny i zanurzyłam się w wodzie.
Woda była przyjemnie chłodna, nie byłam już smutna. Byłam szczęśliwa, że znowu tu jestem. Mimo, że wspomnienia powróciły. Nie myślałam już o tym jak bardzo mi go brakuje i jak ciężko jest nam bez niego, myślałam tylko o tym, że tata pewnie nie chciałby mnie widzieć teraz jak płaczę. Przypomniałam sobie same dobre wspomnienia z tatą, przypomniały mi się wszystkie żarty opowiadane przez niego. Znowu się z nich śmiałam.
Kiedy już się wykąpałam pstryknęłam palcami i już byłam sucha i ubrana z powrotem w moje ubranie.
Jeszcze raz usiadłam nad brzegiem, włączyłam sobie piosenkę którą razem z tatą bardzo lubiliśmy. W zasadzie ja dalej ją lubię. I wpatrywałam się w wodę. Siedziałam gdzieś tak do 18.
Teleportowałam się i znowu byłam w domu.
Mama pytała się mnie gdzie byłam. Nie powiedziałam tak naprawdę gdzie byłam bo wszystkich by to zasmuciło. Powiedziałam jej, że siedziałam na plaży.
Zjadłam obiad przygotowany przez mamę i poszłam do pokoju. Wstawiłam mój telefon do ihome i włączyłam piosenkę przy której całowałam się z Dean'em. Nie wiem czemu ale po prostu miałam chęć jej posłuchać. Zrobiłam kolejny wpis do pamiętnika.


Kochany Pamiętniku,


Dziś byłam nad jeziorem. Nasz dawny dom jest opuszczony. Nikt go nie chce kupić. Ja z chęcią bym tam wróciła ale moja rodzina nie jest gotowa na taką przeprowadzkę. Myślałam o tacie, trochę płakałam ale ostatecznie zaczęłam się śmiać z żartów które sobie przypomniałam. Postanowiłam powiesić w pokoju obraz, który kiedyś tata namalował dla mnie.


Sophie ;*


Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Obudziłam się rano w wczorajszych ubraniach i z bólem głowy. Tak, to z pewnością kac. Ostatnie co pamiętam to, że Dean pomógł mi otworzyć piwo i że trochę pogadaliśmy a potem z nim zatańczyłam, a później ? Kompletna pustka. Bez problemu mogłabym użyć czarów żeby przywołać wspomnienia z wczorajszej imprezy ale za bardzo się boję.
- Za 10 minut spotykamy się w lesie ! - Krzyknęła mama z dołu.
Ćwiczenia ? Tylko tego brakowało. Głowa zaczyna boleć mnie coraz bardziej, ale od czego są czary.
Szybko się przebrałam w szare spodnie dresowe, czarny top i czarne converse. Związałam włosy w wysoki kucyk, zmyłam makijaż i ruszyłam do kuchni.
- Cześć Soph, jak się spało ? - Przywitali mnie Kevin i Mike.
- Dobrze. A wam ? - Spytałam.
- Też, obudziliśmy się o 12. - Powiedział Mike.
- Jak to o 12 ? To która jest teraz godzina ? - Mike i Kevin zaśmieli się. - No co ?
- Jest już 13:30.
- O boże, ja i spanie do tej godziny ? - Złapałam się za głowę.
- Alkohol robi swoje. - Szepną Kevin i puścił do mnie oko.
- Z pewnością. - Odparłam. - Gdzie Em ?
- Z tego co wiem, poszła odprowadzić dziewczyny jakąś godzinę temu. - Powiedział Mike.
Ciężko usiadłam, wyczarowałam sobie płatki z mlekiem i sok pomarańczowy. Kiedy już zjadłam poszłam do salonu, położyłam się na kanapie i zamknęłam oczy.
Nagle wparowały Emily i mama.
- No chodźcie chodźcie.
Eh, długo sobie odpoczęłam. Wstałam ociężale z kanapy i ruszyłam do drzwi.
- Kevin, zostań w domu i sobie pooglądaj telewizje. - Powiedział Mike.
- Spoko.
Ja, mama, Emily i Michael weszliśmy trochę głębiej do lasu.
- To co dziś robimy ? - Spytała Emily.
- Dziś będziecie szukać rzeczy niezwykłych. Ale nie możecie patrzeć. Musicie poruszać się po lesie przy pomocy magii. Musicie poczuć ziemię, co ona na sobie ma.
- Ale tu oprócz patyków, drzew i liści nic nie ma. - Powiedziała Em.
- Jest, musicie to tylko odnaleźć. Każdy naturalny przedmiot ma w sobie trochę magii.
- Tak, a potem się łbem w drzewo walniemy.
- Jeżeli nie będziesz wystarczająco skupiony to tak. - Powiedziała mama.
- No dobrze, to czego szukamy ? - Spytałam.
- Nie mogę wam powiedzieć, nie wiem co znajdziecie. Ten las ma w sobie wiele niespodzianek, trzeba je tylko odnaleźć. A teraz zawiążę wam przepaski żebyście nic nie widzieli. Macie nie podglądać. Czy to jasne ?!
- Tak. - Powiedzieliśmy równocześnie.
- Dobrze, a teraz skupcie się. Połączcie się z ziemią. Szukajcie rzeczy niezwykłych, tajemniczych.
Łatwo ci mówić, ja po tym kacu nie umiem się skupić. Mimo, że użyłam czarów żeby go zwalczyć to i tak czuję się ospała.
Nie możliwe, a jednak się udało. Udało mi się połączyć z ziemią. Widzię wszystko, dosłownie. Tak jakbym widziała swoimi oczami ale mogę przybliżać obraz i oddalać. Widzę to tak jak Bella z filmu ,,Saga Zmierzch: Przed Świtem cz.2" kiedy była wampirem.
Widzę, że ja i Mike poszliśmy ostatni. Z wiadomych przyczyn.
Każdy ruszył w swoją stronę.
To niesamowite uczucie, czuję wszystko co porusza się po ziemi i wszystko co na niej jest. Tuż u moich stup czuję kamienie i chodzące mrówki. Jakiś kilometr ode mnie czuję dwa zające. A trzy metry za nimi jest jeż. Czuję jak ziemia oddycha.
Chodzimy już z rodzeństwem jakąś godzinę. Wiem, że oni też szukają bo czuję to. Oni też mnie czują. Jesteśmy wszyscy połączeni.
Nagle wyczułam coś innego, coś co nie pasowało do lasu. I zobaczyłam moją zdobycz.
- Czy to ? Nie, nie możliwe. - Mówię sama do siebie. - Boże, to... Ametyst ? Co on robi w lesie ? Coś takiego w ogóle możne sobie tu leżeć ?
Używam magi by go wydobyć z głębi ziemi. Czuję, że Emily i Mike też coś znaleźli ale nie wiem co, jestem zbyt zdziwiona, że coś takiego znalazłam w lesie. Mama nie podłożyła tego w lesie, nie mogła. Do miejsca gdzie była mama wróciłam w taki sam sposób jak przyszłam.
Kiedy byłam już w połowie drogi zobaczyłam pięknego jelenia, który jakby mi się pokłonił. O co chodzi ?
Wróciłam już na miejsce, moje rodzeństwo też. Zdjęliśmy przepaski i kontakt z ziemią się urwał.
- No dobrze dzieci pokażcie co macie.
Michael otworzył dłoń i od razu poznałam, że to Mika - minerał - . On też znalazł coś takiego ? Jak to możliwe ?
Następna była Em, ona znalazła Granat również minerał.
Ja byłam ostatnia, pokazałam co miałam na dłoni. Ametyst, to też minerał.
- Mamo, jak to możliwe ? To wszystko to minerały. Skąd one znalazły się w lesie. - Spytałam.
- No właśnie, ty to porozrzucałaś je po lesie ? - Spytał Mike.
- Nie. Widzicie, ten las nie jest taki zwykły. Dlatego się tu przeprowadziliśmy.
- Jak to ? - Spytała Em.
- Dawniej to tu był dom magów. Więc to nie jest nic dziwnego, że znajdujecie takie rzeczy. Ten las jest magiczny. To ćwiczenie polegało na tym żebyście umieli się skupić i porozumiewać się z naturą. Z naszą pierwotną matką. Magowie kochają zwierzęta, dlatego każde z was ma swoje zwierze. Zwierzęta absolutnie każde są oddane magowi, zachowują się tak jakbyśmy byli ich... panami.
To by tłumaczyło czemu mi się ten jeleń pokłonił.
- Czy te kamienie możemy sobie zostawić ? - Spytała Emily.
- Oczywiście.
Wróciliśmy do domu. Kevin spał w salonie, Mike obudził go i stwierdzili, że pojadą na boisko pograć w kosza.
- Mike, możemy się z wami zabrać ? - Spytała Emily.
Dzisiejszy dzień chciałam spędzić z siostrą. Chciałyśmy iść do kina a potem może do All Teen.
- Jasne. Za 5 minut w samochodzie. - Teleportowałyśmy się do swoich pokoi żeby się przebrać.
Nie było czasu żeby normalnie się przyszykować więc użyłyśmy czarów. Zabrałam portfel i telefon i teleportowałam się do samochodu. Ja, Emily i Kevin siedzieliśmy już gotowi do drogi, ale Mike nie było.
Poczekaliśmy jeszcze 10 minut i się pojawił.
Michel skręcił na szkolny parking i razem z Kevin' em poszli na boisko szkolne. Ja i Em ruszyłyśmy do kina.
Kiedy już dotarłyśmy na miejsce zastanawiałyśmy się na jaki film iść. Ja bym poszła na jakiś horror ale moja siostra nie lubi tego gatunku. Ale lubi komedie więc poszłyśmy na Straszny Film 5. W naszym kinie czasem powtarzają filmy ponieważ niektórzy klienci proszą o powtórkę. My tego filmu nie widziałyśmy więc poszłyśmy na niego. Kupiłyśmy duży popcorn, paczkę żelków i dwie średnie coca-cole.
Po obejrzeniu filmu poszłyśmy na zakupy. Do Zary, H&M, Marks&Spencer, Victoria's Secret itp. Potem ja poprosiłam siostrę żebyśmy poszły do księgarni ponieważ chciałam sobie kupić jakąś dobrą książkę.
Po zakupach udałyśmy się do All Teen na cytrynowe rogaliki i kawę.
I zaczęła się rozmowa.
- Jak było wczoraj na imprezie ?
- Dobrze.
- Myślałam, że powiesz : Bardzo dobrze. - Emily zaczęła się chichotać.
- Co ? - Uśmiechnęłam się.
- No ty i Dean...
- Tak, tańczyliśmy i co z tego ?
- No chyba nie tylko to robiliście. - Jak to ? O czym ona mówi ? Co ja takiego zrobiłam ? Nic nie pamiętam.
- Jak to ?
- To ty nic nie pamiętasz ? - Spytała mnie.
- No właśnie nie.
- No to przypomnij sobie.
Pstryknęłam palcami i przypomniałam sobie basen. Chłopaki nas chlapali i nagle... CAŁOWAŁAM SIĘ ?!
- OMG !
- Hahaha. - Zaśmiała się Emily.
- Em, to nie jest śmieszne.
- Dlaczego ? Podobno tak słodko ze sobą wyglądaliście.
- Skąd to wiesz ?
- Michael ?! Powiedział też, że wszyscy się na was patrzyli. - O boże, chciałabym się teraz zapaść pod ziemię. Mam nadzieję, że wszyscy byli pijani i nikt nic nie pamięta.
- Zarąbiście. I co ja narobiłam.
- Sophie, całowanie się z chłopakiem to nic złego. Skoro tak było to znaczy, że on ci się podoba a ty jemu.
Błagam niech nikt tego nie pamięta.
Kiedy już zjadłyśmy i wypiłyśmy, poszłyśmy na boisko. Chłopaki właśnie się zbierali.
Michel odwiózł Kevina i pojechaliśmy do domu.
Kiedy przybyliśmy na miejsce od razu pognałam do pokoju. Sprawdziłam facebooka Camil żeby obejrzeć zdjęcia z imprezy ale nie było żadnych zdjęć ze mną i Dean' em. Nie miałam żadnych wiadomości, może nikt nie pamięta.
Sprawdziłam mój pamiętnik i jak było widać, w nocy musiałam się obudzić i napisać wpis o imprezie.


Kochany Pamiętniczku,


Dzisiejsza noc była cudowna. Pierwszy raz napiłam się piwa, pierwszy pocałunek. Zyskałam również dwie przyjaciółki, Camil i Victorie. Mamy zamiar zrobić sobie tatuaże na nadgarstkach ze znakiem FOREVER. A jeśli chodzi o pocałunek, to całowałam się z Dean' em. Jest taki słodki i piękny. A jak genialnie całuje. Mam chęć jeszcze raz dotknąć jego idealnie wyrzeźbionego brzucha i dać mu całusa. Chyba się zakochałam.


Sophie ;*


Nie kochana, ty byłaś PIJANA a nie zakochana !


Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

:(

Kochani niestety już niedługo was opuszczam
Jutro i w niedzielę zobaczycie ostatnie rozdziały.
Kolejny dopiero za 2 tygodnie

Ale tak duża przerwa przyda mi się w myśleniu.
Nieuniknione, że kiedy wrócę będę miała wiele pomysłów.
 

 
Dziś dzień imprezy, dawno na żadnej nie byłam. Nie wiedziałam kompletnie w co się ubrać, poszłam po radę. Ale nie do siostry ani do mamy, tylko do brata.
- Mike, możesz na chwilę przyjść do mojego pokoju ? - Spytałam.
- Zaraz przyjdę.
Minęło jakieś 5 minut, wtedy przyszedł Michael.
- Co jest ? - Splótł ręce wokół klatki piersiowej i oparł się o ścianę ramieniem.
- Mam problem, ty chodzisz na te wszystkie imprezy.
- No tak, więc ?
- No i widzisz jak przeważnie są ubrane dziewczyny. - Podeszłam do drzwi mojej garderoby a Mike za mną. - Nie mam kompletnie pojęcia w co się ubrać.
- I pytasz o radę mnie ? Chłopaka ? - Podkreślił ostatnie słowo ze zdziwieniem.
- No tak, w końcu to ty w naszym domu najczęściej wychodzisz na imprezy.
Michael wszedł do mojej garderoby i zaczął przeglądać moje ubrania.
- Hmm... Niech pomyślę. - Powiedział. - Dziewczyny najczęściej są w sukienkach na imprezach, ale to impreza nad basenem. Więc, załóż jakieś szorty i t-shirt.
- A dziewczyny na takich imprezach, nad basenem jak są zazwyczaj ubrane ?
- No wiesz... - Podrapał się po głowie. - Zazwyczaj są w sukienkach, ale osobiście uważam, tak jak reszta chłopaków, że to jest głupie. Słuchaj to domówka, nie strój się.
- Dzięki. - Uśmiechnęłam się.
- Spoko. - Puścił do mnie oko i już miał wychodzić kiedy powiedziałam.
- Mike ?
- Tak ?
- Dziś przyjdzie do mnie Vicki, mamy się u mnie przebrać. Skoro jesteśmy wszyscy zaproszeni na jedną imprezę to może mogłybyśmy się z tobą zabrać ?
- Jasne.
Uśmiechnęłam się po czym wyszedł.
Szorty tak ? Postanowiłam zrobić kilka zestawów, włącznie z butami i dodatkami. Zrobiłam ich dokładnie 3. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. To pewnie Vicki.
Nie zdążyłam otworzyć drzwi. Em mnie wyprzedziła.
- Cześć, jest Sophie ? - Powiedziała Vicki.
- Jasne, zapraszam.
- Dzięki, jestem Victoria. Przyjaciółka Sophie.
- Miło mi. Jestem jej młodszą siostrą, Emily.
- Mi również jest miło. - Uśmiechnęły się do siebie. Zbiegłam po schodach prosto do drzwi.
- Hej Vick.
- Hej Soph.
- Poznałaś już moją siostrę ?
- Tak. - Vicki uśmiechnęła się.
- Super, jesteście mi obie potrzebne. - Powiedziałam. Wzięłam dziewczyny za ręce i pociągnęłam je do schodów. - No chodźcie.
Kiedy weszłyśmy już do mojego pokoju Vicki powiedziała:
- Wow, jaki ładny pokój.
- Dzięki. - Powiedziałam.
- Sama namalowałaś ten obraz ? - Wskazała palcem obraz nad łóżkiem.
- Tak, to Sophie. Piękny prawda ? - Powiedziała Emily.
- Bardzo. - Victoria zachwycała się obrazem.
- W czym ci jesteśmy potrzebne ? - Odparła Em.
- Zrobiłam 3 zestawy na imprezę ale nie wiem który włożyć.
- No to przebieraj się. - Powiedziała Victoria.
Razem z Emily usiadły na moim łóżku i czekały aż wyjdę z garderoby przebrana.
W pierwszym zestawie były zwykłe dżinsowe szorty z paskiem. Do tego Biały top na ramiączka, białe krótkie converse i długi pozłacany naszyjnik z sową.
Następne były szorty ombre różowo-białe z ćwiekami i po rozszarpywane w okolicach kieszeni, brązowy na krótki rękaw krótki top z frędzlami, krótkie białe converse i trzy brązowo - różowe sznurkowe bransoletki.
Ostatni zestaw, czarne lakierowane balerinki, krótka pomarańczowa sukienka z dłuższym tyłem i duża czarna brokatowa bransoletka.
- Zdecydowanie drugi. - Powiedziały równocześnie dziewczyny.
Więc przebrałam się z powrotem w nr 2.
Wtedy wszedł mój brat i powiedział:
- No. Widać, że na luzie ale też, że idziesz zaszaleć. - Puścił do mnie oko. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać. - A tak w ogóle to cześć Victoria.
- Hej. - Tym razem zachowała się normalnie.
- A co zrobić z włosami ?
- Mam pomysł. - Powiedziała Vicki.
Mike wyszedł.
Siedziałam przed moją toaletką. Dziewczyny wyprostowały mi włosy a następnie na rozpuszczonych włosach Victoria zrobiła mi za głową odchodzący od lewej skroni mały dobierany warkoczyk, który ładnie schodził przed prawym uchem.
- Pięknie ! Dzięki. - Radośnie powiedziałam do Vicki.
- Nie ma sprawy.
Kiedy Victoria przebierała się w mojej garderobie ja zaczęłam się malować. Pomalowałam rzęsy czarnym wodoodpornym tuszem. Usta blado-różowym błyszczykiem a paznokcie tylko poprawiłam czarnym lakierem.
Victoria była ubrana w niebieską sukienkę na ramiączka i do tego białe baleriny i biało-niebieskie dodatki. Włosy miała rozpuszczone z zakręconymi końcówkami.
Emily też została zaproszona ale powiedziała, że zostanie w domu bo umówiła się ze swoimi przyjaciółkami Dianą i Katy na nocowanie u nas w domu.
Po pół godzinnym przygotowywaniu się na imprezę Mike zawołał nas, że już czas jechać.
Zabrałyśmy potrzebne nam rzeczy i zeszłyśmy na dół.
Ruszyliśmy.
Camil pochodzi z bogatej rodziny. Jest jedynaczką więc jest rozpieszczana. Ale jest na prawdę mądra. Między innymi dlatego się kiedyś Gigi z nią zaprzyjaźniła. Bo jest bogata no i jest mądra, ktoś musiał odrabiać jej prace domową.
Po 20 minutach jazdy w końcu dotarliśmy na miejsce.
Kiedy weszliśmy do środka powitała nas radosna Camil.
- Cześć. Cieszę się, że wpadliście. Mike wiesz już gdzie co jest więc rozgość się. - Wie bo ostatni raz kiedy Camil robiła imprezę u siebie przyjaźniła się jeszcze wtedy z "elitą". Wtedy ja nie zostałam zaproszona. - Chodźcie dziewczyny, oprowadzę was.
Camil ruszyła w stronę schodów a my za nią. Zauważyłam, że już sporo osób przyszło.
Przez szybę zobaczyła Dean'a stał z plastikowym kubkiem w ręku. Kiedy na niego patrzyłam uśmiechnęłam się, nie wiem czemu ale czułam, że muszę to zrobić. Wtedy on zauważył mojego brata i odwrócił wzrok w moją stronę. Również się uśmiechną do mnie.
- Hej, zakochana idziesz ? - Powiedziała wesoła Camil.
- Co ? - Odwróciłam wzrok w jej stronę. - Yyy... tak tak, już idę. - Znowu spojrzałam na Dean' a, zaraz za nim stała rudowłosa wysoka dziewczyna, kiedy się odwróciła rozpoznałam, że to Cornelia. Podbiegłam na schodach do dziewczyn i spytałam Camil. - Co tu robi elita ?
- Musiałam je zaprosić. Wcale nie miałam zamiaru ale... - Camil posmutniała.
- Ale co ? - Spytała Vicki.
- Co się stało ? - Położyłam Cami rękę na ramieniu i spojrzałam się na nią troskliwym wzrokiem.
- Gigi powiedziała, że jeżeli ich nie zaproszę to obróci Todda tak wokół siebie, że ze mną zerwie. - Rozpłakała się Camil.
- Co za suki. - Powiedziała Vicki.Uuu... Ostro.
- No już, spokojnie. Nie płacz. - Przytuliłam ją.
- Przez nich nie mam teraz nawet przyjaciółek, one wszystkich ode mnie odpychają. Todda im się nie chciało bo Gigi ani żadna z nich nie jest nim zainteresowana. - Biedactwo.
- Nie przejmuj się.- Powiedziałam.
- Masz nas. - Dodała Vicki.
- Na prawdę ?
- Jasne, że tak. - Odpowiedział Vicki.
- Oczywiście, a teraz otrzyj łzy. Głowa do góry. To twoja impreza, nie daj im się sprowokować. A jeżeli Gigi się uda to będzie znaczyło, że Todd jest zwykłym dupkiem i nie zasługuje na taką wspaniałą dziewczynę jak ty. - Dodałam.
- Dzięki. Jesteście kochane. Masz racje Sophie. - Camil wytarła łzy i uśmiechnęła się do nas. - Czyli teraz to znaczy, że...
- Tak. - Przerwałam. Po czym Victoria dodała:
- Przyjaźnimy się.
- Nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy. - Oj wiem, sama do nie dawna nie miałam przyjaciółki. A teraz mam 2. - Dobra chodźcie dalej.
W trakcie oprowadzania nas po domu Cami nagle powiedziała:
- No to jak tam z Dean' em ?
- Słucham ? My ze sobą nie jesteśmy.
- Wiem wiem. Todd mi o wszystkim mi opowiadał. - Todd to chłopak Camil. Są ze sobą już 2 lata. Razem z moim bratem gra w kosza. - Słyszałam, że jesteście w sobie zakochani.
- Co ? No co ty. Ja nie...
- Jasne. - Przerwała mi Camil. - Skarbie to widać, że ci się podoba a ty jemu. W sposób jaki na siebie patrzycie. To widać.
- To prawda Soph. - Dodała Vicki.
- Co wy bredzicie. To nie prawda.
- Sama siebie oszukujesz. - Powiedziała Cami.
Czy on na prawdę mi się podoba ? To nie możliwe. Ale to by wyjaśniało to, że ciągle mi się śni, myślę o nim. Nie chce mi się w to wierzyć, że mogłam się w kimś zakochać.
Po oprowadzeniu nas po domu razem z Cami wyszłyśmy na zewnątrz. Wszyscy widać, że dobrze się bawili. Cami wynajęła DJ, który właśnie włączył Mix piosenek z filmu Project X.
- Uwielbiam ten Mix. - Powiedziałyśmy równocześnie. I nagle zaczęłyśmy się śmiać. Nie przedłużając zaczęłyśmy tańczyć.
Czułam na sobie czyjś wzrok. Ktoś musiał mnie obserwować. I nie myliłam się. Zauważyłam, że to Dean się na mnie patrzył z moim bratem. O czymś gadali. Zignorowałam to i wróciłam do tańca. Tak dobrze się bawiłam, że nie wiem jak długo tańczyłam. Na pewno z jakieś 5 piosenek.
- Dziewczyny, idę się napić. - Krzyknęłam do dziewczyn bo było bardzo głośno.
Dziewczyny pokazały mi kciuk w górę i wtedy poszłam. Postanowiłam pierwszy raz w życiu napić się piwa. Nie mogłam odkręcić butelki. Nie było też otwieracza od kapsli. Wtedy zjawił się on.
- Pomóc ? - Dean. Uśmiechną się do mnie.
- Jasne. - Podałam mu butelkę. W mgnieniu oka butelka była otwarta.
- Proszę. - Oddał mi piwo.
- Dzięki. - Uśmiechnęłam się.
- Piłaś kiedyś piwo ?
- Nie, to mój pierwszy raz. - Odpowiedziałam.
- To trzeba to uwiecznić. - Wyją z kieszeni telefon.
- Hahaha. - Zaśmiałam się.
- Hehe. - Uśmiechną się do mnie i schował go z powrotem.
- Zabawny jesteś.
- Taki już jestem. Za to ty masz ładny uśmiech. - Ooo... to takie słodkie.
- Dzięki. - Uśmiechnęłam się.
- Przepraszam, że pytam. Ale zauważyłam, że rozmawiałeś z moim bratem i patrzyliście się na mnie. Powiesz mi o co chodziło ? - Dean podrapał się w głowę i powiedział.
- Powiedział, że zauważył jak się na ciebie patrzyłem. Więc podszedł do mnie i zaczął mi o tobie opowiadać różne rzeczy.
- Mam nadzieję, że nic złego.
- No co ty. Powiedział, że jesteś świetną dziewczyną i nikomu nie pozwoli cię skrzywdzić, trochę się go przeraziłem hehe. - Zaśmiał się.
- Nie wierzę, że mój brat mógł powiedzieć coś takiego... miłego o mnie.
- Nie musiał, to widać.
- Hehe. - Zaczerwieniłam się lekko.
DJ puścił kolejną piosenkę Calvin Harris feat. Ellie Goulding - I Need Your Love.
- Dobry kawałek.
- Tak to prawda, mój ulubiony. - Powiedziałam.
- Serio ? Mój też. - Powiedział.No proszę, kto by pomyślał.
- Hehe.
- Może chcesz zatańczyć ?
- Z miłą chęcią.
Nawet nie wiem kiedy to się stało a już tańczyliśmy. Serce zaczęło mi mocniej bić. Kiedy piosenka się skończyła poszliśmy z Dean'em się napić. Nagle zawołała mnie Cami. Spytała mnie czy idę z nimi do basenu. Powiedziałam, że chętnie. Zaraz potem do Dean'a podszedł Todd z moim bratem i Kevin'em, - Kevin to najlepszy przyjaciel mojego brata. - spytać się jego czy idzie do basenu.
Pływałyśmy z dziewczynami i wtedy podpłynęli do nas chłopaki. Zaczęli nas chlapać.
Dobrze, że pomalowałam się wodoodpornym tuszem.
Razem z dziewczynami piszczałyśmy i się śmiałyśmy i też ochlapywałyśmy chłopaków. Todd wziął Camil na ręce i zaczął ją całować. Kevin i Mike powiedzieli dla żartów, że utopią Vicki a ona zaczęła uciekać przed nimi w wodzie. Zostałam sama z Deanem, akurat leciała piosenka Natali Kills - Saturday Night.
Dean dotkną moją twarz rękoma, spojrzał mi się głęboko w oczy, a ja jemu po czym powiedział.
- Sophie, podobasz mi się. - Boże jego oczy są takie piękne.
Nie odpowiedziałam mu nic tylko dałam mu buziaka w usta. Wtedy on przyciągną mnie do siebie i zaczęliśmy się całować.
Cofam absolutnie wszystko co do tej pory o nim mówiłam. Nie stosuje głupich gadek na podryw. Jest BOSKI !!! I tak bosko całuje. Słyszałam Mike, Kevina, Vicki, Camil i Todda jak bili nam brawo i krzyczeli ze szczęścia.
Kiedy impreza się kończyła Mike zabrał mnie, Kevina, Vicki i Dean'a i pojechaliśmy. Najpierw odwieźliśmy Vicki. Potem Dean'a na pożegnanie dałam mu całusa w policzek. Uśmiechną się, podziękował za podwózkę i poszedł. Potem pojechaliśmy do domu, Kevin miał u nas nocować.
Mike powiedział Kevin'owi kim jesteśmy więc przy nim mogliśmy używać czarów.
Ta noc była magiczna. Najlepsza w moim życiu. Kiedy wszystkich odwieźliśmy zasnęłam w samochodzie. Kiedy dotarliśmy na miejsce Mike wziął mnie na ręce i położył do łóżka.
Potem miałam rozmaite sny w roli głównej o mnie i o Dean' ie.

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Piątek, czy ten chłopak przestanie mi się w końcu śnić ? Mimo, że dziś znowu nie mogła zasnąć to tym razem zdążyłam dotrzeć na lekcje. Akurat pierwszą lekcją jest historia. Zawsze jak mamy historię na pierwszej lekcji to profesor włącza nam film żeby wyglądało, że pracujemy na lekcji a tak na prawdę to wszyscy idą spać, włącznie z nauczycielem. Prof. Perry jest moim ulubionym nauczycielem. Jego lekcje zawsze są bardzo ciekawe, nie tylko ja tak myślę. Zawsze na jego lekcjach wszyscy słuchają. Mimo, że jest stary to opowiada nam o historii tak jakby opowiadał nam najciekawszą bajkę na świecie, często jest tak, że pokazuje nam to o czym mówi w żartobliwy sposób żeby nam dany temat zapadł w pamięć. Z jego lekcji nikt nigdy nie miał oceny poniżej 4. Ma na prawdę podejście do uczniów.
Po 45 minutach zadzwonił dzwonek na przerwę.
Wszyscy ospale wyszli z sali.
Na korytarzu jakaś rudowłosa dziewczyna rozdawała ulotki.
Po jakichś 3 minutach dotarło do mnie, że to Camil.
Podeszła do mnie.
- Hej Sophie.
- Cześć. - Odpowiedziałam zaspanym głosem po czym ziewnęłam.
- Śpiąca ?
- Taa... - Odpowiedziałam przecierając oczy.
- Ja tak samo, nie mogłam spać byłam taka podekscytowana.
- Czym ? - Spytałam.
- No tak. Trzymaj. - Dała mi kartkę, która wcale nie była ulotką. - To zaproszenie na moją jutrzejszą domówkę nad basenem. Będzie piwo, super przekąski, dobra muzyka i oczywiście chłopcy no i oczywiście weź bikini. Reszta jest napisana na zaproszeniu. - Impreza ? Dawno na żadnej nie byłam, było by fajnie. - Mam nadzieję, że przyjdziesz. - Uśmiechnęła się do mnie.
- Jasne, z chęcią. - Również się uśmiechnęłam.
- Mam pytanie, dałabyś też zaproszenie Victorii ? Nie mogę jej znaleźć. - Podała mi zaproszenia.
- Jasne. - Wzięłam je od niej. - Znasz ją ?
- Jasne, razem chodzimy na chemię, tak właśnie się poznałyśmy.
- Rozumiem.
- Wiem, że się przyjaźnicie. Tyle mi o tobie mówiła, ja też nieco o tobie wspomniałam. - O, na prawdę ?
- Mam nadzieję, że same dobre rzeczy. - Puściłam jej oko.
- Jasne. - Uśmiechnęła się. - Przepraszam cię ale muszę rozdać resztę zaproszeń. - Odeszła.
- O, nie ma sprawy. Do zobaczenia jutro.
- No na razie. - Pomachała do mnie uśmiechnięta.
Camil poszła w swoją stronę dalej rozdawać zaproszenia a ja w swoją stronę.
Daleko nie poszłam, zaczepiły mnie Gigi i jej paczka.
- No prosze prosze. Kto by się tego spodziewał. Nasza droga Cami zaprosiła Dziwadło na imprezę. - Powiedziała Gigi. - Nie martw się kochanie, to na pewno żart. - Zaśmiała się razem z dziewczynami.
- O jeju, jak mi przykro... że ciebie tam nie będzie. Czyżbyście zostały niechciane na imprezie ?
- A skąd ty możesz wiedzieć czy jesteśmy zaproszone czy nie ? - Warknęła Cornelia.
- Nie wiedziałam, ale teraz już wiem, że nie jesteście. Gdybyś powiedziała to bez złości wiedziałabym wtedy, że jesteście zaproszone, KOCHANIE. - Wyraźnie podkreśliłam ostatnie słowo.
- Pff... Lepiej powiedz swojej psiapsiółce żeby coś zrobiła ze swoimi włosami. - Powiedziała Gigi.
- Brakuje ci odwagi żeby samej jej to powiedzieć ? - Zaśmiałam się. I ruszyłam dalej.
- Jeszcze nie skończyłam Dziwadle ! - Krzyknęła zła Gigi, wystarczająco głośno żeby wszyscy na korytarzu usłyszeli.
- Ale ja skończyłam, KOCHANIE. - Krzyknęłam znowu podkreślając ostatnie słowo i poszłam dalej. Wszyscy w korytarzu zaczęli się śmiać. Nagle usłyszałam głos wściekłej Gigi.
- ZAMKNĄĆ SIĘ !!! - Wszyscy umilkli. Wtedy zobaczyłam mojego brata i chłopaków z jego drużyny śmiejących się dalej z tego co powiedziałam, razem z nimi był Dean który również należy do drużyny. Mike uniósł rękę i powiedział:
- Hahaha piona siostra. - Uśmiechnęłam się i przybiłam z nim piątkę a potem z resztą chłopaków z drużyny i na końcu z Deanem. On się nie śmiał tylko uśmiechnięty patrzył się na mnie. Spytałam:
- Co ? - Lekko uśmiechnięta.
- Nic, jestem pod wrażeniem. - Uśmiechną się.
- Niby czemu ?
- Jesteś jedyną dziewczyną której udało się upokorzyć naszą szkolną dive.
- E tam, bez przesady. Camil też to zrobiła.
- Owszem, ale nie rozwścieczyła jej aż tak. Tobie się udało, brawo.
- Heh dzięki. - Spuściłam głowę do dołu i uśmiechnęłam się, po czym odeszłam.
Kolejna lekcja. Co tym razem ? A tak, antropologia kultury. Średnio lubię ten przedmiot.
Co prawda miałam go dopiero 5 razy ale jakoś mi nie przypadł do gustu. Zastanawiam się nad zmienieniem tego przedmiotu na inny.

Po kolejnych 45 minutach znów była przerwa. Udało mi się znaleźć Vicki.
- Hej Vick.
- Hej Soph.
- Mam coś dla ciebie. - Powiedziałam.
- Uuu... Co takiego ?
- Zaproszenie na domówkę do Camil.
- A tak, opowiadała mi o niej na lekcjach. Idziesz ?
- Tak, dawno mnie na żadnej nie było, poszłabym się rozerwać.
- Super ! Może jakoś się zmówimy i pójdziemy razem ? - Zaproponowała Vicki.
- Jasne. To może do mnie jutro przyjdziesz ? Przyszykujemy się, mój brat na pewno też jest zaproszony więc pojedziemy z nim.
- Ekstra. A tak w ogóle gdzie mieszkasz ? - No tak, przecież ona nie wie gdzie mieszkam.
- W domu w głębi lasu.
- Jak w tym filmie ? Hahaha, nic mnie tam nie zabije ?
- Hahaha, nie no co ty. Już wiesz miej więcej gdzie to jest ? - Powiedziałam.
- Chyba tak. To jest ta taka szeroka ścieżka tuż przy samej wielkiej tablicy powitalnej w Hollow, tak ?
- Tak dokładnie tam.
- Daleko masz do szkoły.
- Zgadza się.
Po wszystkich zajęciach pożegnałam się z Victorią ponieważ przyjechała po mnie i po Michaela mama z Em. Dziś mama ma kupić samochód Mike' owi. Jedziemy więc do salonu z samochodami wszystkich marek. Mike ma już upatrzony samochód. Wybrał BMW X6, srebrny. Ten samochód kosztuje tyle co dwa takie samochody mamy. Nie zły mama ma ten awans. Oczywiście ja i Em wpakowaliśmy się do nowego samochodu żeby się nim przejechać w drodze powrotnej do domu.
Samochód jest genialny. Nie mogę się doczekać mojego. Nie wiedziałam, że mój brat umie tak dobrze jeździć. Chociaż nie powinnam być zdziwiona, za nim zdawał na prawko tata uczył go jeździć. Mama powiedziała, że niedługo kupi i mi bo ma awans większy niż się spodziewała. Co prawda na jedzeniu i piciu nie musimy oszczędzać bo to możemy sobie sami wyczarować.
Ja już też mam już upatrzony samochód. Impale taką samą jaką mój ulubiony bohater z serialu Nie z tego świata, Dean Winchester. To imię mnie prześladuje, serio.

Kiedy już wróciliśmy do domu mama poszła spać bo była bardzo zmęczona a ja i Mike poszliśmy się uczyć, musieliśmy przełożyć naukę na dziś bo jutro impreza.
Kiedy nauczyłam mojego brata wszystkiego co powinien umieć na test, razem z Em i Mike'm poszliśmy na moją plażę i siedzieliśmy na piachu patrząc na zachodzące słońce oraz wspominaliśmy tatę. Mimo to żadne z nas nie było smutne z tego powodu, śmialiśmy się bo wspominaliśmy wszystkie śmieszne chwile spędzone z tatą.

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Znowu nieprzespana noc. Dlaczego ? Znowu przez Dean'a. Nie wiem czemu ciągle o nim myślę. Co się ze mną dzieje ? Nie ważne, w nocy przeniosłam się na plażę i dokończyłam mój rysunek gdzieś około 5 rano wróciłam z plaży i przeniosłam mój rysunek na płótno, oczywiście czarami.
Potem dodałam kilka barw i wtedy zauważyłam jak magicznie wygląda mój rysunek, teraz już obraz. Postanowiłam powiesić go nad łóżkiem. Kiedy go ożywiłam zobaczyłam jak wiatr niesie fale do brzegu. Blask księżyca oświetlał całą plaże. I nagle zobaczyłam chłopaka i dziewczynę. Których nie rysowałam na moim rysunki. Co oni tam robią ? Potem zobaczyłam, że chłopak który jest na obrazie to Dean a dziewczyna która również znajduje się na moim nowym obrazie to Ja.
Z niedowierzaniem przetarłam oczy. Myślałam, że mi się przewidziało. Ale ciągle tam byliśmy.
Patrzyłam się jeszcze przez chwilę na obraz. Nic nadzwyczajnego nie robiliśmy, tylko... CO ?!
PRZYTULAMY SIĘ ?! I JESZCZE CAŁUJEMY ?! O nie tego już zawiele. Pstryknęłam palcami i obraz ożywiony znowu był zwykłym obrazem. Beze mnie i bez Dean'a i niech tak już zostanie.
Jestem zmęczona, więc kładę się spać.
Nagle dzwoni budzik, patrzę na godzinę. OH NIE ! Jest już 7:30 zaraz się spóźnię !
Schodzę szybko na dół, zdziwiłam się strasznie. Nikogo nie było w domu. Jak to ? Już pojechali ? Beze mnie ? No trudno, pstryknęłam palcami i byłam już gotowa. Pstryknęłam znowu i w ręku miałam ciepłą kanapkę i sok pomarańczowy w butelce. Spakowałam do plecaka jedzenie i wzięłam ze stołu kilka ciastek na drogę. Wyszłam na dwór, spojrzałam na zegarek i była już 7:55. Nie możliwe ! Jak to się stało ? Jedynym racjonalnym wytłumaczeniem było to, że zaspałam.
- I co ja teraz zrobię ? - Powiedziałam sama do siebie.
Nie dam rady dotrzeć w 5 minut z domu do szkoły. Żeby dotrzeć do szkoły potrzeba mi minimum 20 minut. Mieszkam dosyć daleko. Zaraz zaraz, od czego mam czary. Ale przecież nie wolno mi, mama zabroniła.
Przecież ona się i tak o tym nie dowie. Ale gdzie ja mam się pojawić ? Przecież wszędzie są ludzie. I w tym momencie przypomniałam sobie, że obok boiska jest nie wielki las. Tak ! To tam się przeniosę.
Pstryknęłam znowu i już jestem w lesie obok szkoły. Zostało jeszcze 3 minuty do dzwonka. Zaczęłam biec, jak najszybciej mogę. Na szczęście zdążyłam w samą porę. Kiedy stanęłam w drzwiach klasy zadzwonił dzwonek. I wtedy zauważyłam jego, zza okien padały promienie słońca na jego gęste kruczoczarne włosy. Z kimś rozmawiał ale, po kilku sekundach odwrócił się w stronę drzwi i uśmiechną się do mnie i lekko pomachał mi ręką. Odwzajemniłam uśmiech i również pomachałam. Moment, dziewczyno co ty robisz ?! Nie tak ustaliłam. Przecież on mnie nie interesuje. Akurat tak trafiłam, że siedziałam za nim. Była to lekcja hiszpańskiego. Czyli mamy więcej wspólnych lekcji, ekstra.
Siadam w ławce jak gdyby nigdy nic i przygotowuję się do lekcji.
- Cześć. - Dean, uśmiechną się do mnie.
- Hej. - Odpowiedziałam.
- Lubisz hiszpański ? - Co ? To miał być podryw ? Jeśli tak to kiepski.
- Hyhyhy. - Zaśmiałam się cicho. - Tak, jest...hmm... ciekawy.
- Tak to prawda. - Bardzo interesująca rozmowa. - A oprócz hiszpańskiego znasz jeszcze jakiś język obcy ?
- Tak owszem, znam jeszcze 3. Japoński, Włoski i Łacinę. A ty ?
- Wow. Japoński i Łacina ? Podziwiam. - Otworzył szeroko oczy z wrażenia.
- Dzięki. - Uśmiechnęłam się i przełożyłam kosmyk włosów za ucho. Dean również się uśmiechną.
- Ja oprócz hiszpańskiego znam jeszcze Francuzki.
- Spoko.
Na szczęście naszą "bardzo" interesującą rozmowę przerwał profesor Banks, nauczyciel od języka hiszpańskiego który właśnie wszedł do klasy.
- Dzień dobry klaso.
- Dzień dobry panie Banks. - Powiedzieliśmy wszyscy równocześnie, bez przeciągania.
- Zaczynamy lekcję.

Kiedy lekcja dobiega już końca wszyscy kierujemy się do drzwi. Kiedy idę już korytarzem do szafki spotykam Victorie.
- Hej Sophie. Jak tam lekcje ?
- Całkiem spoko, okazało się, że Dean, chłopak z plastyki ma ze mną lekcje hiszpańskiego.
- Ooo. Już jesteście na ty ? - Vicki uśmiechnęła się do mnie i zaczęła się śmiać.
- Oj przestań. - Szturchnęłam ją łokciem w ramie i też zaczęłam się śmiać.
- Słuchaj siedziałam sobie na lekcji biologii i wpadł mi w oko chłopak. Jest taki przystojny. Wiem, że chodzi do 3 klasy i że wszystkie dziewczyny na niego lecą. Jest wysoki, dobrze zbudowany, pewnie sportowiec i ma brązowe włosy i zielone oczy. - Wysoki ? Zielone oczy ? Brązowe włosy ? Wszystkie dziewczyny na niego lecą ? 3 klasa ? SERIO ?! - O patrz to on. - Vicki wskazała palcem chłopaka który wpadł jej w oko.
- Hahahahaha. - Wybuchłam śmiechem.
- Z czego się śmiejesz ? Jest słodki. - Powiedziała Vicki.
- To mój brat. Hahaha. - Dalej się śmieje.
- Serio ? - Powiedziała Victoria zdziwionym i skrępowanym tonem.
- Tak. Jak on może ci się podobać ?! Przecież on jest straszny. - Powiedziałam.
- Mówisz tak bo to twój brat. - W sumie, ma racje. Ale gdybym nie była z nim spokrewniona to nawet bym na niego nie spojrzała.
- Przestań, jest tragiczny.
I w tym momencie podszedł mój brat.
- Hej laski. - Mike, jak zwykle się popisuje.
- Hej. - Powiedziała Victoria podnieconym tonem. Spojrzałam się na nią jak na idiotkę i przewróciłam oczami.
- Cześć Mike. - Powiedziałam obojętnym tonem.
- Nie przedstawisz mnie koleżance ?
- Michael to jest Victoria, Victoria to Michael. - Mike uśmiechnął się do Vicki a ona do niego, kiedy ja mówiłam dalej. - Mój wstrętny starszy brat który rano na mnie nie poczekał i przez którego prawie się spóźniłam. - Mike spojrzał się na mnie zdziwionym wzrokiem i powiedział.
- Ej ej. Przystopuj mała. To mama się spieszyła. Budziłem cię z Em ale ty dalej spałaś. Więc mama powiedziała, że ona nie może na ciebie dłużej czekać i pojechaliśmy. - Oh jak miło, no to co nie mają oni czarów ? Przecież mogli mnie obudzić czarami.
- A nie mogłeś wpaść geniuszu na inny sposób ?! - Pokazałam mu rękę, może się domyśli o co chodzi.
- Nie pomyślałem o tym, mama nas pośpieszała.
- Jasne. - Parsknęłam oburzona. - I jak ? Kiedy jedziecie po samochód ?
- Mamy jechać w piątek po szkole. A no właśnie, mama nas w piątek odbiera więc nie będziemy wracać sami.
- Ok. Ja dziś po szkole nie wracam do domu bo idę do Victorii. - Wskazałam na nią ręką tak jakbym ją przedstawiała. - Więc nie czekajcie na mnie z obiadem. Nie wiem co gotujesz ale zostawcie dla mnie trochę. Jeżeli w ogóle jest to możliwe.
- Postaram się. - Puścił do mnie oko. - Cześć dziewczyny. - Poszedł.
- Jeju ale on jest fajny. - Spojrzałam na Victorię ironicznym wzrokiem. Błagam dziewczyno, nie przeginaj. Wzięłam ją pod rękę i poszłyśmy na w-f.

Na lekcji w-f.
- Uwaga dziewczyny dziś gracie w piłkę nożną na boisku. - Super. Lubię grać w nogę. - Chłopcy natomiast mogą sobie pograć w koszykówkę albo popatrzeć, bo trenera Raynolds'a nie ma dziś, więc mam zastępstwo. Robimy dwie drużyny. Monica i Sophie, wybieracie skład. - Oczywiście ja wybieram te najlepsze oraz Vicki. Nie wiem czy umie grać ale przyjaźnimy się, więc to zrozumiałe, że ją wybiorę. Jedna musi iść na rezerwową, nie wybieram która ma iść tylko czekam aż któraś się zgłosi. Zgłosiła się Vicki.
Kiedy gra dobiegła końca trenerka oznajmiła nam, że moja drużyna wygrała 5 do 2. Poczułam, że ktoś z tyłu łapie mnie za rękę. To Victoria.
- Vicki, co jest ?
- Ktoś przez całą lekcję się na ciebie patrzył. - Victoria sekretnie wskazała mi palcem Dean' a. - Wiem nawet czemu. - Czemu ? - Świetnie grasz, nic dziwnego, że chłopak jest zachwycony.
- Przestań, to nie prawda.
- Prawda, prawda. Sama byłam pod wrażeniem.
- Dzięki. - Uśmiechnęłam się.
- No dobra dziewczyny. Pod prysznice ! - Krzyknęła trenerka Benson.
Po zajęciach ja i Vicki poszłyśmy do jej domu.
- Cześć mamo. - Krzyknęła Vici w progu drzwi.
- Cześć skarbie, jak w szkole? - Odkrzykną jej kobiecy głos.
- Dobrze, mamy gościa. - Z pokoju obok, zapewne z salonu. Wyszła kobieta. - Mamo to jest Sophie Collins, Sophie to moja mam Samantha.
- Miło mi panią poznać. - Podałam dłoń do mamy Vicki.
- Mi ciebie również. - Uśmiechnęła się do mnie pani Halle.
- Mamo ja i Sophie idziemy do mnie na górę.
- Dobrze skarbie.
Weszłyśmy do pokoju Victorii, jej pokój wygląda jak pokój mojej siostry. Ściany są koloru liliowego a meble ciemno-brązowe.
- Wiesz co Sophie, nie bardzo mi się chce siedzieć w domu. Może się przejdziemy na spacer ?
- Dobry pomysł.
- Po spacerze pójdziemy coś zjeść a potem wrócimy do mnie.
- Ok.
Więc poszłyśmy na spacer, pokazałam Victorii różne fajne miejsca. Poszłyśmy przejść się wzdłuż starych torów. W trakcie rozmawiałyśmy o wszystkim.
Po 2 godzinnym spacerze poszłyśmy coś zjeść. Strasznie zgłodniałyśmy. Udałyśmy się do kawiarni ,,All Teen". W tej kawiarni przesiaduje sama młodzież. Obydwie zamówiłyśmy to samo.
- Mmm, ta kawa jest przepyszna. I ten rogalik cytrynowy. Mmm pycha ! - Powiedziała Vicki.
- Tak to prawda. - Ubóstwiam te rogaliki.
- Sophie czy tylko mi się wydaje, że jesteśmy przyjaciółkami.
- Nie tylko tobie.
- Czyli jesteśmy oficjalnie przyjaciółkami, tak ?
- Chyba tak. Cieszysz się ?
- Oczywiście ! W szkole poznałam kilka dziewczyn ale ty jesteś najlepsza.
- Ooo... To bardzo miłe. Ty też.
- Ooo...
Po zjedzeniu pysznych rogalików i wypiciu kawy udałyśmy się do domu Victorii, ponieważ musiałam już wracać do domu.
- Dzięki Vicki za miły dzień. Następnym razem ty przyjdziesz do mnie.
- Nie ma sprawy. Jasne !
Kiedy wróciłam do domu Mike powitał mnie w salonie.
- Cześć Mała. Zostawiliśmy ci trochę obiadu z Em, jest w lodówce.
- Dzięki.
No proszę jednak mi coś zostawili. No tak czego można było się spodziewać po moim bracie ? Tak przypuszczałam, że zamówi chińszczyznę.
- Jak poszedł ci test z chemii ? - Pytam brata.
- W końcu nie pisaliśmy, babka przełożyła nam na poniedziałek.
- O, no to fajnie.
- Taa... - Zauważyłam, że coś jest nie tak z Mike'm.
- Co jest ? - Spytałam zaciekawiona.
- Nic, po prostu obawiam się, że nie napiszę tego testu nawet na 2. - No proszę, pierwszy raz się przyznał. - No wiesz, może byś...
- Jasne. - Przerwałam mu bo wiedziałam o co chodzi a poza tym wiedziałam, że jemu jest ciężko prosić kogoś o jakąkolwiek pomoc. Stał się taki po śmierci taty, uznał że teraz on odpowiada za nas wszystkie bo jest jedynym mężczyzną w domu, że musi nas chronić.
- Dzięki, na prawdę. - Uśmiechną się do mnie.
- Nie ma za co. W końcu muszę ci się jakoś zrewanżować za informacje. - Puściłam do niego oko po czym wzięłam pudełko do ręki. - W sobotę ci pomogę, o której porze tylko będziesz chciał. - I poszłam do pokoju.
Cieszę się, że mam kogoś takiego jak Vicki. Ale wciąż nie mogę przestać myśleć o Dean' ie, boże co się ze mną dzieje.

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Mam za sobą połowę nie przespanej nocy, znowu śnił mi się on, Dean. Ale w końcu gdzieś o koło 2 rano udaje mi się zasnąć. Budzę się rano i czuję piękny, rozchodzący się zapach naleśników. Automatycznie schodzę po schodach na dół. Za mną na idzie Mike i Emily. Wchodzimy do kuchni i wita nas radośnie mama z promiennym uśmiechem na ustach.
- Cześć dzieciaki. Siadajcie.
- Mamo coś się stało ? - Zapytałam. W tym samym momencie Em i Mike spojrzeli się na mnie ze zdziwieniem.
- Owszem. Wydaje mi się, że dziś dostanę awans ! - I stąd te naleśniki.
- Ojeju to super ! Cieszymy się razem z tobą. - Powiedziała Emily. Ja i Mike spojrzeliśmy się na siebie z uśmiechem i równocześnie kiwnęliśmy głową.
- Wiecie tylko, że to oznacza, że częściej będziecie sami w domu. Ale będę brała wolne żeby was uczyć.
- Czyli sami będziemy musieli wracać ze szkoły ?
- Tak. Ale dzięki temu będziemy mieli więcej pieniędzy i wtedy kupię Michaelowi samochód. Ale za to będziesz musiał wozić siostry i je odbierać kiedy cię o to poproszą. Rozumiesz ?
- Tak mamo.
- Potem po jakimś czasie kupię jeszcze jeden dla Sophie. A kiedy Emily będziesz mieć 15 lat i ty dostaniesz swój.
- Zaraz zaraz. Czyli też sami będziemy musieli chodzić do szkoły ? - Spytałam.
- Oczywiście, że nie. Po tym jak dostanę awans od razu pojadę z Michaelem do salonu i kupimy samochód. Wtedy razem z bratem będziecie jeździć do szkoły. I dlatego, że mam dobry humor to zdejmuje wam dziewczyny szlaban.
- Dziękujemy ! - Powiedziałyśmy równocześnie z Em.
Po śniadaniu mama odwiozła nas do szkoły. W głównych drzwiach szkoły powitała mnie uśmiechnięta buzia Victorii.
- Cześć Sophie. Wreszcie jesteś. Tak się cieszę, że cię widzę. Lepiej się już czujesz ?
Tak coś mi się wydaje, że jesteśmy już przyjaciółkami.
- Hej. Ja też się cieszę, że ciebie widzę. Tak o wiele lepiej.
- No to super. Słuchaj odczytałam twoją wiadomość ale stwierdziłam, że lepiej będzie jak powiem ci to jak się będziemy widziały a nie przez fb.
- Masz racje.
- No więc, siedziałam sobie wczoraj na lekcji angielskiego i zobaczyłam, że siedzi sobie ten chłopak. - Dean. - No i muszę ci powiedzieć, że on siedzi obok ciebie z prawej strony, ja siedzę z lewej. - Ekstra, tego mi jeszcze brakowało. - Na lekcji rozpoznał mnie. Potem kiedy lekcja się skończyła to zaczepił mnie na przerwie i spytał o ciebie czy jesteś w szkole. - Szłyśmy przez szkolny korytarz do szafki a Victoria mówiła dalej - Powiedziałam mu, że cię nie ma. Widać było, że posmutniał. I wtedy poszedł, nie przedstawił się ani nic. - Boże jaki ten chłopak jest dziwny, czego on ode mnie chce ?
- Aha, to trochę yyy... dziwne. - Kiedy to powiedziałam wyciągałam akurat podręcznik od geografii.
- No, troszeczkę. Ale mi się wydaje, że wpadłaś mu w oko. W sumie nie dziwię się mu, jesteś bardzo ładna. - Hahahahaha chyba zaraz umrę ze śmiechu.
- Vicki przestań hahaha.
- No co taka prawda. Znasz kogoś kto go zna ?
- Tak, mój brat a co ?
- Może się go zapytaj o niego jaki on jest i w ogóle. - W sumie to nie jest zły pomysł. - Po szkole spytam Mike. Jak się czegoś dowiem dam ci znać.
- Ok.
Miałam tyle zajęć dziś, wszystkie bez Victorii i Dean'a, ostatnia to historia.
Egzamin na pewno poszedł mi super. Jestem tego pewna. O ten przedmiot akurat nigdy się nie martwię. Lubię historię więc nie mam z nią problemów. Okazało się, że Dean ma razem z nami historię. Dean siedzi w przedostatniej ławce w 1 rzędzie od okna, ja siedzę na drugiej ławce w 2 rzędzie od okna, obok mnie w tym samym rzędzie co Dean siedzi Vicki. Jestem bardzo ciekawa czemu on się tak na mnie patrzy.
Koniec lekcji, ja i Vicki wyszłyśmy ze szkoły.
- Słuchaj Sophie może przyszłabyś jutro do mnie po szkole ? Zaprosiłabym cię dziś ale jeszcze się rozpakowuję i mam bałagan ale dziś już kończę. Co ty na to ?
- Czemu nie. Z chęcią.
- Super. To do jutra. - Vicki macha mi na pożegnanie.
- Papa. - Odmachuje jej.
Idę przez drogę za mną idzie Dean chciał chyba do mnie podejść ale...
- Mała ! Poczekaj ! - Emily, powód dla czego Dean do mnie nie podszedł. Dziewczyno uratowałaś mnie. - Dzięki.
- Spoko.
- Ups. Nie przeszkodziłam wa... - Emily szepnęła do mnie.
- Nie, no co ty. Uratowałaś mnie - Przerwałam jej i również do niej szepnęłam. - Co dziś robisz na obiad ? - Tym razem odezwałam się już normalnie.
- Hmm... Myślałam nad pizzą ?
- Ooo ! Dawno nie jadłam pizzy, z chęcią zjem. Wiem, że i Mike też będzie zadowolony z tego pomysłu.
- Super.
Kiedy już wróciłyśmy. Zostawiłam plecak w moim pokoju i powiedziałam Emily, że wychodzę i że kiedy Mike wróci ma do mnie zadzwonić. Oczywiście poszłam na plażę, ale nie po to żeby rysować tylko żeby się przejść brzegiem morza. Pomyśleć trochę nad tą całą sytuacją. O Dean' ie. Co mam o tym myśleć ? Nie wiem, ale wiem jedno. Muszę porozmawiać o nim z bratem. Vicki ma racje, muszę się dowiedzieć o nim czegoś więcej.
Po 2 godzinach dzwoni mój telefon. To Em, każe mi wracać bo Mike wrócił i zamówiła pizze. Więc wracam do domu, nie teleportuję się tylko wracam normalnie jak zwykły człowiek. Którym niestety nie jestem. Gdybym była normalna nie musiałabym się wiecznie bać tego, że zawalę inicjacje i umrę. Człowiek nie ma takich problemów.
Dotarłam na miejsce, Em i Mike czekają na mnie z pizzą.
- Wreszcie jesteś. Em nie pozwoliła mi jeść do póki nie wrócisz. Czemu tak długo ? Nie mogłaś się teleportować ? - Nie, nie mogłam. Musiałam pomyśleć, zaczerpnąć świeżego powietrza. Ale nic nie odpowiadam. Siadam do stołu i zaczynamy jeść.
- Mike ?
- Co ? - Milutki.
- Muszę z tobą o czymś porozmawiać.
- Mam was zostawić samych ? - Mówi Emily.
- Nie, możesz zostać. - Odpowiadam.
- O czym chcesz ze mną gadać ?
- O... o tym... o Dean'ie.
- Uuu. Wpadł ci w oko ? - Mike spojrzał się na Emily i uśmiechną się.
- Nie. Chodzi o to, że on dziwnie się na mnie patrzy od kąd na siebie wpadliśmy. Wczoraj jak mnie nie było pytał o mnie Victorie.
- Victorię ?
- Jest nowa, zaprzyjaźniłyśmy się.
- Ooo masz przyjaciółkę. - Powiedział Mike.
- Super cieszę się. - Powiedziała Em.
- No i ? Co chcesz wiedzieć ?
- No jak to co ? Pytam czy jest jakiś nienormalny, patrzy się na mnie, rozmawia ze mną a potem pyta o mnie. O co chodzi ? Ty go znasz więc liczyłam na to, że coś mi o nim powiesz.
Zapadła cisza. Mike chwilę się zastanawiał i powiedział:
- Jest normalny. Gramy razem w kosza. Jest najmłodszy w drużynie ale bardzo dobrze gra. Ale jeżeli chodzi o dziewczyny, trochę się dziwnie zachowuje. To, że się chłopak na ciebie patrzy to nic dziwnego. Każdy się na kogoś patrzy. Ale on po prostu ma problemy z zagadaniem do dziewczyn. Jak zacznie to potem nie może przestać i gada nie wiadomo o czym. Ale spokojnie, już mu wytłumaczyłem żeby się zachowywał. Dałem mu kilka rad. - Super, rady od mistrza podrywu. Ja na miejscu dziewczyn nie podniecałabym się podrywami Michaela. Są, hmm... jakby to powiedzieć. Przewidywalne i głupie ale jak widać dziewczyny na to lecą.
- Czyli mam rozumieć, że ja...
- Tak, podobasz mu się. - Przerwał mi Mike.
- Dzięki, idę na górę się położyć.
Czy to możliwe ? Serio się komuś podobam ? Nieee... To ściema. Kiedy weszłam do pokoju zadzwoniłam do Vicki i o wszystkim jej powiedziałam. A ona powiedziała mi, żebym się za niego brała bo jest bardzo przystojny i ma podobno niezłą klatę. Zdziwiona spytałam się skąd ona o tym wie.
Odpowiedziała mi:
- Wiem o tym bo mamy z nim też razem w-f. Na sali grali w kosza a my siedziałyśmy na trybunach i ich oglądałyśmy bo pani od w-f coś pisała i powiedziała, że mamy wolną lekcje. No i jak grali on podniósł koszulkę do góry żeby wytrzeć sobie twarz.
Po godzinie rozmowy pożegnałam się z nią.
Czemu mam się za kogoś brać jak nie jestem tym kimś zainteresowana. Ale z drugiej strony to może być jedyna szansa. Pff... co ja gadam, przecież ja nie mam żadnych szans, a poza tym Mike na pewno kłamał. On zawsze kłamie.
Po kąpieli usiadłam w piżamie przy oknie na takiej jakby kanapie i postanowiłam, że czas na kolejny wpis.


Kochany Pamiętniku,


Poznałam w szkole dziewczynę. Ma na imię Victoria i jest nowa. Myślę, że się zaprzyjaźniłyśmy. Mam przyjaciółkę. W zasadzie to dwie bo jeszcze Em ale nie licząc mojej siostry to mam Vicki. Jest na prawdę sympatyczna. Poznałam także pewnego chłopaka, ma na imię Dean, jest wysoki, ma kruczoczarne włosy i jasne błękitne oczy. Jest na prawdę przystojny, muszę to przyznać. Podobno mu się "podobam". Vicki każe mi się za niego wziąć ale nie będę się brała za kogoś kim nie jestem zainteresowana. Poza tym mama nauczyła mnie nowego zaklęcia. Dzięki któremu mogę przenieść się w miejsce, które sobie wyobrażę. Kiedy używałam tego zaklęcia przeniosłam się nad jezioro nad którym przesiadywałam z tatą. Mam za sobą dwie nie przespane noce, ciągle śni mi się Dean i w kółko ta sama sytuacja. Ale oprócz tego mam też dobre wieści, mama anulowała nam szlaban. Tak się cieszę, byłam dziś na plaży ale nie rysowałam. Musiałam pomyśleć co sądzić o tej całej sytuacji z Dean' em. Ale ostatecznie stwierdziłam, że nic nie wiem co mam o tym myśleć. Ale mimo to spacer brzegiem morza dobrze mi zrobił.



Sophie ;*


  • awatar αиιαρσℓ: mmm ... F E N O M E N A L N E ! czyta się szybko i jest bardzo ciekawe ,pisz szybciej ten kolejny rozdział!
  • awatar Chill Out ♥: Świetne :D ! Zgadzam się z koleżanką ;)
  • awatar Peace & Love ♥: Boskie ! Ah ta Sophie. Nie widzi, że chłopak jest zakochany ?! Ale gdybyś było odwrotnie nie było by akcji, napięcia :) Świetna robota !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
W poniedziałek wyjeżdżam nad morze i nie będzie mnie 2 tygodnie. Więc przez te 2 tygodnie nie będzie żadnych nowych rozdziałów Ale w tą niedzielę dodam 1.


Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
- Sophie. Sophie. Sophie !!!
- Yyy... tak mamo ?
- Błagam cię dziecko skup się, nie mamy wiele czasu, wiesz o tym. Niedługo inicjacja musisz ją przejść bo inaczej...
- Tak wiem. - Bo inaczej mogę tego nie przeżyć. Inicjacja polega na tym aby oddać się każdemu żywiołowi, temu komu się nie uda może umrzeć. W trakcie inicjacji dusza wychodzi z ciała i musi się oddać każdemu żywiołowi. Czy jakoś tak.
- Mamo a powiedz mi jak to jest z tą inicjacją, skąd będę wiedziała który dar podlega konkretnemu żywiołowi ? Czy wtedy kiedy będę wiedziała, mam przestać ?
- Nigdy ! Nie można przestać wytwarzać kwintesencji. Wiesz jak to się morze skończyć. - Tak wiem. - Kiedy będziesz tworzyć kwintesencje i w danym żywiole poczujesz jak cię coś do niego przyciąga to wtedy znaczy, że to ten żywioł. Ale mimo wszystko trzeba wytworzyć kwintesencję w każdym żywiole bo inaczej dusza przepadnie a ty zginiesz.
- Aha, rozumiem.
- A przy okazji wymień mi wszystkie żywioły w odpowiedniej kolejności.
- Ok, więc...Ziemia, Powietrze, Woda, Krew, Metal i Ogień.
- Dobrze. A teraz wracamy do ćwiczenia, to ćwiczenie jest bardzo istotne w inicjacji.
Od rana ćwiczę z mamą do inicjacji. Em i Mike poszli do szkoły a ja zostałam zwolniona z zajęć. Muszę się koniecznie przygotować. Nie chcę przecież zginąć przez to, że nie przeszłam przez jakieś głupie przygotowania. Cieszę się, że dziś akurat ćwiczę bo nie będę musiała się widzieć z Dean'em. Ale przecież nie mogę wiecznie nie chodzić do szkoły. A poza tym pogadałabym chętnie z Victorią, rozmawiałam z nią tylko raz ale czuję, że się zaprzyjaźniłyśmy. Zobaczymy ile ta przyjaźń potrwa. W końcu nie jestem zbytnio towarzyska.
- Dobra Sophie, na początku zamknij oczy i wyobraź sobie miejsce. Miejsce w którym będziesz czuła się bezpieczna. - Długo nie muszę myśleć, wiem gdzie czuję się najbezpieczniejsza. - Kiedy już będziesz gotowa wypowiedz zaklęcie. Si mihi, quae patior Magica cupiens se feror.
- Si mihi, quae patior Magica cupiens se feror.
I w pewnej chwili nie byłam w naszej magicznej pracowni tylko nad jeziorem tam gdzie z tatą przesiadywałam godzinami. To w tym miejscu czuję się najbezpieczniejsza. Od śmierci taty mnie tam nie było, muszę tam pójść.
Nagle wszystko zniknęło, znowu byłam w piwnicy z mamą.
- I jak ?
- To było takie realne. Wyglądało to tak jakbym na prawdę tam była.
- Bo byłaś tam, astralnie. Twoje ciało zostało tu a dusza pofrunęła w głąb twoich myśli.
- Jej.
- Gdzie byłaś jeśli można wiedzieć ?
- Nad jeziorem. No wiesz tam gdzie siedziałam z...
- Tatą ?
- Tak. - Obydwie posmutniałyśmy, zawsze tak jest kiedy ktoś wspomni o tacie. - A ty gdzie byłaś jak ćwiczyłaś ?
- Ja byłam w Lesie. W domku na drzewie, w domku który zbudował mój tata i mój brat. - Tak, dziadek Don zawsze nosił mnie na barana. Jestem jego ulubienicą. Byłam z nim kiedyś w tym domku jako mała dziewczynka, wtedy dziadek wyczarował gitarę i razem śpiewaliśmy piosenkę.
- Dziadku jak ty ładnie śpiewasz.
- Oj wnusiu, ty też pięknie śpiewasz. Zobaczysz będzie z ciebie piękna i utalentowana piosenkarka.
Muszę przyznać dziadkowi, że nieźle mi wychodzi to śpiewanie. Zawsze uczestniczę w szkolnych konkursach talentów. Zawsze wygrywam. Mimo, że jest tak wiele zdolnych ludzi to jakoś zawsze mnie wybierają. Podobno czarodziej/czarodziejka która ma talent do śpiewu to wtedy podobno jej śpiew wydaje się być magicznym. Na takiej samej zasadzie co syreny, gdy śpiewają żaden mężczyzna nie może się oprzeć jej śpiewie bo jest magiczny. Tak samo jest z rysowaniem. Czasem używam magii żeby ożywiać moje rysunki i lubię na nie patrzeć. W nocy zawsze przenoszę swoje ożywione rysunki na sufit i patrzę na nie do puki nie zasnę. Brat mamy to wujek Stephan, wieczny kawaler. Mieszka we Włoszech. Czasem go odwiedzamy a on nas. Teraz cała rodzina zbierze się ponownie na mojej inicjacji. Babcia Olivia, Dziadek Don, Wujek Stephan, moi kuzyni Oliver i Fred Morgan i ich ojciec Henry Morgan. Mama Olivera i Freda ciocia Rose umarła w trakcie porodu, chłopaki są bliźniakami. Ciocia Rose tak samo jak mój tata była człowiekiem. Gdyby rodziła ich czarodziejka nie umarła by, ponieważ czarodzieje do puki nie osiągną 100 lat są nieśmiertelni. Zazwyczaj czarodzieje umierają w dniu swoich 100 urodzin za to moja prababka umarła pół roku po swoich 100 urodzinach.
- Michael natomiast przeniósł się na boisko koszykówki. - No tak, bo gdzie indziej on mógłby się przenieść, w sumie koszykówka to jego całe życie.
- Rozumiem.
- Dobra skarbie widzę, że jesteś zmęczona - Oj i to bardzo. Ćwiczyć od 6 rano do 16 ? Jak można się nie zmęczyć. - Idź odpocznij. Dziś ty już skończyłaś lekcje. Kiedy Przyjdą Emily i Michael to powiedz im, że od razu po zjedzeniu obiadu mają przyjść na dół.
- Dobrze mamo.
Weszłam do kuchni i zobaczyłam zajadających się pierogami z jagodami Emily i Michaela. Przyłączyłam się do nich bo również byłam głodna.
- Cześć Mała. - Lubię nawet jak tak do mnie Mike i Em mówią.
- Hej. Zostawiliście coś dla mnie żarłoki.
- Jeszcze jest z 5. - Odpowiedziała mi Emily.
- Hahaha - Zaśmieli się równocześnie.
- Dzięki. - Powiedziałam ironicznym tonem. - Mama prosiła mnie żebym wam przekazała, że po obiedzie macie zejść prosto do piwnicy na lekcje.
- Przed chwilą wróciłem z treningu. Jedyne co teraz chcę zrobić to pójść wziąć zimny prysznic i pooglądać TV.
Nagle do kuchni weszła mama. Pstryknęła palcami i powiedziała :
- Już jesteś czysty a telewizje obejrzysz po lekcjach. No już chodźcie chodźcie.
Wszyscy zeszli do piwnicy a ja zostałam sama. Stwierdziłam, że dokończę obiad w moim pokoju. Pstryknęłam i znalazłam się w moim turkusowym pokoju. Uwielbiam swój pokój, mam białe meble i turkusowe ściany oraz dodatki. Cieszę się również, że mam własną łazienkę bo nie wytrzymałabym dłużej mieć w domu tylko jednej łazienki. Każdy ma swoją łazienkę w pokoju ale tylko ja i Em mamy garderoby, mama i Mike mają szafy, ponieważ ja i Em mamy strasznie dużo ciuchów. Mamie i Michaelowi nie zależy za bardzo na ciuchach, wystarczy im to co mają już w szafach. Kiedy już zjadłam obiad prze teleportowałam naczynia z mojego pokoju i ze stołu w kuchni do zlewu. Dziś była kolej na zmywanie po obiedzie Emily więc ona zmywa dziś naczynia.
Miałam ochotę na relaks więc puściłam gorącą wodę w wannie i poszłam się wykąpać. Wlałam mój ulubiony jagodowy płyn do kąpieli i zapaliłam świece w łazience o zapachu czekoladowym, oczywiście przy pomocy czarów. Po godzinnej kąpieli poszłam położyć się do łóżka. Wzięłam swojego iPhone i weszłam na Facebooka. Nie wchodziłam już z dwa dni, więc nie byłam zbytnio zdziwiona tym, że mam 27 powiadomień w tym dwie wiadomości. Pierwsza wiadomość od mojej partnerki na lekcjach biologii Stephannie Shey:
- Hej Sophie. Masz notatki z lekcji ? Miałaś mi pożyczyć.
- Sophie, odpisz !
No tak na śmierć zapomniałam. Z chęcią teleportowałabym jej te notatki ale to tylko koleżanka i CZŁOWIEK. Nic nie wie. Więc zrobiłam zdjęcia notatek i wysłałam jej je.
- Przepraszam Stephannie, zapomniałam trzymaj zdjęcia.
Po chwili otrzymałam odpowiedź.
- Dzięki Sophie. Już myślałam, że nie odpiszesz.
- Nie ma za co.
Kolejna wiadomość. Tym razem od Victori. Zaprosiła mnie do znajomych zaraz po tym jak się poznałyśmy. Więc weszłam w szkole tylko na chwilę by akceptować i wyłączyłam telefon.
- Hej, Sophie. Szkoda, że cię dziś nie było. Nie miałam z kim rozmawiać na przerwach. No i ten chłopak z plastyki o ciebie pytał.
Cooo ??? Słucham ??? Dean się o mnie pytał ??? Boże myślałam, że chociaż dziś odpocznę od tego chłopaka.
- Hej Vicki. Źle się dzisiaj czułam dlatego mnie nie było. Jak to się o mnie pytał ?
Victoria nie była dostępna więc odpowiedzi nie dostałam. Pewnie uczy się na historię. Razem mamy nie tylko lekcje plastyki ale także języka angielskiego, historie, chemię i w-f. Jutro historia jest ostatnia i mamy wtedy egzamin. Całe szczęście, że umiem wszystko. Odłożyłam telefon pod poduszkę, wyłączyłam światło i jeszcze raz przeniosłam się dzięki temu zaklęciu które ćwiczyłam dziś z mamą.
- Si mihi, quae patior Magica cupiens se feror. - Wypowiedziałam szeptem zaklęcie.
Znowu byłam nad jeziorem, uśmiechnęłam się, poleciała mi łza i zasnęłam.

 

 
Dobra czas zacząć robić obiad. Jaki jest przepis ? Jeny nie chce mi się robić. Siadam w salonie na kanapie, włączam telewizor i jednym machnięciem ręki obiad jest gotowy. Emily z Michael' em zaraz przyjdą. Długo nie będę sama.

20 minut później.

- Cześć Sophie. - Powiedzieli równocześnie.
- Hej.
- Co na obiad ? - Michael jak zwykle głodny.
- Spaghetti. Może być ?
- Jasne ! - Em uwielbia spaghetti, szczególnie wtedy jak jest zrobione przeze mnie.
- Super, siadajcie.
- Jak to tak, bez picia ?
- Wyczaruj sobie. - Powiedziała Emily.
I tak wygląda nasz obiad,nie chce ci się wstać po picie ? Czarujesz i już masz, często jemy bez mamy. Najczęściej 2 razy w tygodniu jest przed nami w domu i sama nam gotuje a potem schodzimy do piwnicy gdzie uczymy się magii.
- Strasznie zmokliśmy przez ten deszcz. Że też akurat dziś musiało padać.
- Taa, ja też zmokłam.
- A jak ci minęła podróż do domu ?
- Dobrze ?! Co masz na myśli ? - O co mu chodzi ?
- W drodze powrotnej nic się nie działo ? Hmm ?
- Hihi - Emily zaśmiała się cichutko.
- Nie. O co ci chodzi ?
- O twojego kolegę. Haha. - Jak to ? Widział nas ? Z resztą co mnie to obchodzi. Przecież nic się nie działo, szliśmy i rozmawialiśmy, nic nadzwyczajnego.
- Nie Michael, nic się nie działo. Podbiegł do mnie oddał mi zeszyt który zgubiłam i to wszystko. Ja nie robię tego z chłopakami co ty z dziewczynami.
- No tak bo nikt cię nie chce.
- Michael ! - Emily wrzasnęła.
- Oh, dzięki Mike. - Pstryknęłam palcami i teleportowałam się z obiadem do mojego pokoju.
- Brawo ! - Powiedziała Em.
- Nie miałem tego powiedzieć.
Ale powiedziałeś. Po moim bracie można było się wszystkiego spodziewać, ale nie sądziłam, że powie coś takiego. Brawo Mike, dzięki za dobicie. Kiedy byłam w pokoju rzuciłam się na łóżko i zaczęłam płakać. Płakałam tak jakieś półgodziny. Wtedy Mike wszedł do mojego pokoju.
- Hej Mała. Przepraszam, że tak powiedziałem. Nie powinienem, nie to miałem na myśli. - Jasne. - Wiesz jak dobrze idzie mi z dziewczynami, zapomniałem, że tobie nie.
- Yhym. - Bąknęłam pod nosem zalana łzami.
- Zobaczysz na pewno kogoś sobie znajdziesz. Ale jak cię skrzywdzi będzie miał obitą twarz.
- Hihi - Zaśmiałam się cicho ale na tyle głośno, że Michael usłyszał, wtedy on się uśmiechną.
- No chodź. - Wziął mnie i przytulił.
Tak dawno nie przytulałam się do niego, ostatni raz przytulił mnie na pogrzebie. Jako jedyny nie płakał. Chciał być twardy, ale zbyt dobrze go znam. Widziałam, że był zdruzgotany.
- Dobra dosyć tego. - Psuje taką miłą chwilę, ale i tak mnie to bawi. - Jak ci idzie ten rysunek ?
- Szedł by dobrze gdybym nie miała szlabanu.
- No tak. Haha.
- I z czego się śmiejesz ?!
- Wiesz wiesz. - Puścił do mnie oko. - A propo tego chłopaka, jest na prawdę fajny. Ale i tak dostanie jak cię skrzywdzi. - Znowu puścił do mnie oko i wyszedł.
Taa, niby się nienawidzimy, ale muszę przyznać, że w rozśmieszaniu mnie jest mistrzem.
W nocy miałam sen, w zasadzie dwa. W pierwszym śniło mi się jezioro nad którym mieszkaliśmy, że siedziałam nad nim i myślałam o tacie. I wtedy tata pojawił się z nikąd i powiedziałam mu:
- Tęsknię za tobą tato. - Powiedziałam zapłakana.
- Ja też za tobą tęsknie żabko.
I wtedy sen się urwał i zaczął się drugi. Z kolei w tym śnił mi się Dean. Że byliśmy razem na mojej plaży, że on siedział i opowiadał mi różne śmieszne rzeczy które go spotkały a ja leżałam na jego nogach i słuchałam go. Potem wziął mnie na ręce i szedł ze mną do wody, ja śmiałam się i krzyczałam żeby mnie postawił bo jestem w ubraniach, postawił mnie w wodzie i przy blasku zachodzącego słońca całowaliśmy się.
Nagle obudziłam się przerażona z szeroko otwartymi oczami.
SOPHIE O CZYM TY DZIEWCZYNO MYŚLISZ ?!

  • awatar αиιαρσℓ: rany...to jest świetne!skąd ty bierzesz takie pomysły? genialna :D
  • awatar niepojęcie dziwna: W sumie fajnie by było tak samo czarować jedzenie...:D Świetne :)
  • awatar Gość: Cytaty pachnące magią https://www.facebook.com/pages/Dwa-szepty-w-ciemno%C5%9Bci-symbolem-nico%C5%9Bci/753594831325963
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Poniedziałek, nienawidzę poniedziałków. I jeszcze pierwsza jest matma. Masakra, nie dość, że dziś mam test to jeszcze pewnie się spóźnię bo jest straszny korek, plus okropna ulewa. Mogłabym się teleportować ale ludzie by zauważyli, że pojawiłam się znikąd. Więc pozostaje mi wycieczka samochodem.
- No świetnie, spóźnię się do pracy.
- A my do szkoły.
- Jak tam Sophie, umiesz na matmę ? - Znowu zaczyna.
- Wyobraź sobie, że tak. A ty umiesz na chemię ? Hm ? - Michael nienawidzi chemii. Wiem, że ma z niej test w czwartek bo prof. Bennet uczy też mnie tego przedmiotu. To naprawdę miła babka. Bardzo dobrze tłumaczy. Jak na razie mam u niej same piątki. Powinien radzić sobie z chemią w końcu mama uczy nas alchemii w domu.
- Tak.
- Jasne, prof. Bennet powiedziała mi, że masz marne oceny i koniecznie potrzebna ci pomoc.
- Pff, poradzę sobie sam. A poza tym, test jest dopiero w czwartek. Mam jeszcze dużo czasu.
- Jak chcesz. - Próbuję być miła, chcę mu pomóc ale łaski bez.
Nareszcie dotarliśmy, do dzwonka zostało jeszcze 5 minut.
- Do zobaczenia w domu.
- Jak to ? Nie odbierzesz nas ? Przecież powiedziałaś, że dziś po nas przyjedziesz. - Powiedziała Emily.
- Nie Em. Przykro mi, z pracy wracam o 21, dziś muszę posiedzieć dłużej, wracacie do domu sami.
- Pa mamo. - Krzyknęliśmy wszyscy równocześnie.
- Cześć dzieciaki.
Świetnie, dzień zapowiada się wprost cudownie. Wracam do domu w ulewę, na piechotę. A blisko od domu do szkoły nie mam. Nie mogę się teleportować. Mama pozwala nam tylko jak jesteśmy w domu albo w miejscach w których nikogo nie ma.
- Hej Michael. - Powiedziały chórkiem trzy dziewczyny.
- Cześć laski. - Mike puścił do nich oko i poszedł dalej.
No tak i do tego jeszcze one. To będzie cud jak się do mnie nie odezwą. Chociaż nie powinny bo idę za Michaelem a za mną Em. Te trzy dziewczyny to nasza szkolna "elita". Elita od siedmiu boleści. Wszystkie trzy głupie, typowe blondynki. Na czele, szkolna diva Gigi Morgan, wysoka, szczupła blondynka o zielonych oczach. Strasznie zadurzona w moim bracie. Następna jest Cornelia, również wysoka i szczupła. Rudowłosa o również zielonych oczach. Ostatnia to Ashley, średniego wzrostu, szczupła i ma brązowe oczy. Kiedyś była blondynką ale Gigi kazała jej się przefarbować bo blond jest jej na wyłączność. Więc Ash przefarbowała się na czarno-granatowy odcień. Kiedyś była z nimi też Camil Fels, wysoka i szczupła brunetka o piwnych oczach. Ostatecznie zmądrzała i odeszła od tej całej pożal się boże "elity". Gigi i jej mały orszak u mojego brata nie mają szans. Mike uważa, że wszystkie są głupie. Chociaż w jednym się z nim zgadzam. To właśnie one nazwały mnie dziwadłem. W sumie to Gigi ale dziewczyny nie mają nic do gadania.
Dzwonek, prof. Martin szybko przychodzi do klasy. A klasa jest na samym końcu korytarza.
- Ahh ! - Super i jeszcze na kogoś wpadłam.
- Oh. Przepraszam nie zauważyłem cię. - Był to wysoki, dobrze zbudowany chłopak o jasnych błękitnych oczach i kruczoczarnych włosach. Wiem, że chodzi do 2 klasy.
- Taa, nikt nie zauważa. Przepraszam ale spieszę się na lekcje.
Dobiegłam do klasy najszybciej jak mogłam, ale niestety się spóźniłam.
- Witam pani Collins. - W drzwiach powitał mnie ironicznym tonem profesor Martin. - Spóźnienie na pierwszej lekcji ? W dzień testu ?
- Przepraszam profesorze, to już się więcej nie powtórzy.
- Mam nadzieję, siadaj. Jeszcze nie rozdałem testów. - Wskazał na mnie palcem wskazującym i powiedział:
- Masz szczęście.
Szczęście to ja będę miała jak to napiszę na 4.
Kiedy pan Martin rozdał nam już testy powiedział:
- Zaczynamy... Teraz!
Na początku nieźle mi idzie, pierwsze 4 zadania zrobione w 15 minut. Myślę, że jest dobrze.
Jeny ten chłopak na korytarzu, miał takie ładne oczy.
Sophie ! Ogarnij się dziewczyno ! Nie czas na rozmyślanie o chłopakach ! Skup się !

Piszemy ten test już 40 minut. Zostały mi jedynie dwa zadania. Kończę już jedno z nich, ale ostatnie ? Nie dam rady. Nie umiem go rozwiązać. Spanikowałam.
- Zostało 5 minut !
Nie pomagasz. Boże, i co ja teraz zrobię ? Zaraz zaraz, przecież jestem dziwadłem. To znaczy czarodziejką. Zatrzymam czas żeby zajrzeć do podręcznika i poszukać coś o tym zadaniu.
Machnęłam ręką pod ławką tak żeby nikt nie zauważył i nagle czas się zatrzymał, nikt się nie ruszał oprócz mnie.
Tak ! Znalazłam !
Cofam zaklęcie i wszyscy zaczęli się ruszać. Czas znowu płynie swoim rytmem a ja skończyłam test.
Poczekałam jeszcze 4 minuty aby profesor ogłosił ostatecznie, że już koniec pisania.

Po 4 minutach.

- Odkładamy długopisy ! Testy zostawcie na ławkach ja je zbiorę.
Rozległ się głośny dźwięk dzwonka i wszyscy wyszli z sali. Stanęłam w progu drzwi od sali matematycznej, zauważyłam na przeciwko sali przy szafkach chłopaka na którego dziś wpadłam. Spojrzałam się na niego a on na mnie. Uśmiechną się do mnie a ja po prostu odwróciłam wzrok i poszłam dalej. Nie minęła minuta i ktoś mnie zaczepił.
- Przeprasza.
- Hmm... ? - Była to takiego samego wzrostu jak ja, szczupła dziewczyna o dużych szarych oczach i blond włosach.
- Cześć jestem Victoria. - Wyciągnęła do mnie rękę nieznajoma.
- Hej, Sophie. - Podałam jej dłoń.
- Jestem tu nowa. - Zauważyłam, nie bezpiecznie jest tu chodzić z blond włosami. - Wiesz gdzie może odbywają się lekcje z panią Johns ?
- Tak, akurat teraz będę miała z nią zajęcia. Sala nr. 19 naprzeciwko toalet.
- Dzięki. Praktycznie nikogo tu nie znam, nie wiedziałam kogo mam się spytać.
- Teraz już znasz.
- Tak to prawda. - Uśmiechnęła się do mnie.
- No cóż, witaj w Calister.
- Dzięki.
No proszę chyba udało mi się nawiązać znajomość z kimś ze szkoły.
- Musisz coś wiedzieć o tej szkole. - Mówię.
- Jasne. Co konkretnie ?
- Widzisz te trzy dziewczyny na końcu korytarza ? - wskazuję palcem na Gigi i jej paczkę.
- Tak.
- To jest nasza szkolna "elita" - podkreślam palcami cudzysłów. - Ta blondynka to Gigi. Bardzo poważnie traktuje kolor swoich włosów. Uważa, że blond jest jej na wyłączność. Zwiąż na razie włosy jeśli nie chcesz mieć problemów pierwszego dnia. - Victoria wyciąga gumkę do włosów z torby i pośpiesznie związuje włosy w luźnego koka. - A te dziewczyny które stoją obok niej, Czarna to Ashley a ta druga to Cornelia. Lepiej się z nimi nie zadawaj, są bardzo popularne ale przez Gigi praktycznie nikt ich nie lubi.
- Rozumiem. - Odparła Victoria.
- Którą masz szafkę ? - Spytałam.
- 2098, a ty ?
- 2100, mamy praktycznie obok siebie.
- Super, cieszę się! - W sumie i ja się cieszę. Nie mówię jej tego ale uśmiecham się do niej.
- Chodźmy, zaraz dzwonek. - Victoria rusza za mną.
Usiadłyśmy obok siebie przed sztalugami.
Weszła prof. Johns.
- Witaj klaso.
- Dzień dobry pani Johns. - powiedzieliśmy wszyscy chórkiem.
- Dziś będziecie malować to co obecnie czujecie. Przystępujcie już do pracy. Jak ktoś dziś nie skończy na następnych zajęciach to nadrobi.
- Psst, Psst. Sophie. - Szepcze do mnie Victoria.
- Hmm ? Co jest? - Odpowiadam szeptem.
- Tamten chłopak się na ciebie ciągle patrzy. - Victora o czym ty mówisz ?
Odwracam wzrok i patrzę na chłopaka którego wskazuje mi Victoria. Znowu on, chłopak z korytarza. On też ma tu lekcje ?
- Boże, to znowu on.
- Już go spotkałaś ?
- Tak, niestety.
- Czemu niestety ? Jest bardzo przystojny.
- Może wróćmy do malowania ? - Zmieniam temat.
- Ok.
Po całym dniu szkoły żegnam się z Victorią i idę do domu. Dziś kończę szybciej niż moje rodzeństwo. A to oznacza, że to ja dziś robię obiad, może spaghetti ?
- Poczekaj! - Ktoś wytrąca mnie z zamyślenia.
- Hmm ? - Odwracam się i widzę jak biegnie do mnie jakiś chłopak. Oczywiście, to znowu on.
- Cześć. Jestem Dean.
Przez chwilę patrzę się na niego jakbym go nie znała i udaję, że go nie pamiętam. Może sobie pójdzie.
- Poznaliśmy się dziś na korytarzu ? Wpadliśmy na siebie.
- Aaa. Tak racja, pamiętam. - Odwracam się i ruszam przed siebie.
- Widzisz... - Dogania mnie. - Kiedy na siebie wpadliśmy wypadł ci zeszyt, chciałem ci go oddać ale pobiegłaś. - Wyciąga rękę z moim zeszytem od rysunków w dłoni.
- Dzięki za zwrot. - Odbieram mój zeszyt i idę dalej.
- To twoje rysunki ? - Boże, idź już sobie.
- Tak, to moje gryzmoły.
- Ja nie nazwałbym tego gryzmołami. One są rewelacyjne ! - Co ? Oglądałeś je ? Kto ci w ogóle pozwolił. Nie ważne, zostaw mnie w spokoju.
- Na prawdę masz talent ... - Czeka aż się przedstawię.
- Sophie, dzięki.
Nareszcie droga do lasu. Uratowana !
- Dzięki za zwrot i w ogóle, ale muszę już iść. - I idę w głąb lasu.
- Nie ma za co, do zobaczenia ! - Idę dalej, nie odpowiadam, nie odwracam się tylko podnoszę rękę do góry i machnęłam nią.
Mam nadzieję, że go już nie spotkam. Taa... jakby to było możliwe. Chodzimy razem do jednej szkoły, będę widywać go codziennie.
Wtedy, jeszcze nie wiedziałam, że ta rozmowa odmieni moje życie. Na zawsze.

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Cieszę się, że mam tyle wejść w 2 dni, oraz, że podoba wam się moje opowiadanie. Wszystkie uwagi i rady dotyczące opowiadania biorę pod uwagę. Kolejny rozdział powinien znaleźć się dziś o koło 18. Oraz postanowiłam, że postaram się codziennie umieszczać nowe rozdziały o tej samej godzinie.
W niedziele nie będę dodawać żadnych nowych wpisów.


+ kolejna piosenka do posłuchania, jedna z moich ulubionch Miłego dnia kochani !
  • awatar αиιαρσℓ: bardzo ciekawy pomysł z tym systematycznym pisaniem ;) też kiedyś próbowałam,ale mnie się to nie udaje xD życzę powodzenia :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
- Mówiłam ci już, że jej nie wzięłam !
- Aha, czyli sama sobie poszła co ?!
- Eee no wiesz...
- Wiesz co mam na myśli.
Ah uwielbiam kłótnie o poranku. Emily już mnie denerwuje. Czy ona nie ma swoich rzeczy ?
- Dziewczyny o co chodzi tym razem ? - Wyszła mama zaspana ze swojej sypialni.
- Emily zabrała mi podręcznik od matmy. Jak mam się nauczyć na ten test skoro nie mam podręcznika ! Obleję przez ciebie !
- Mówiłam ci już, że go nie mam !
- Tak owszem, ty zawsze tak mówisz kiedy mi coś zabie...
- Dziewczyny ! Starczy ! Emily masz podręcznik siostry ?
- Nie mamo, już to jej mówiłam.
- Kłamiesz !
- Wcale nie !
- Dosyć ! Macie szlaban ! Nie ma wychodzenia z domu przez tydzień.
- Ale mamo...
- Powiedziałam !
- Brawo Em.
Super dzięki niej mam teraz szlaban. Nie ma wychodzenia z domu a to znaczy, że nie mogę chodzić na plażę i rysować. Matko i co ja teraz zrobię ? Dziś miałam iść dokończy rysunek, ale już nie pójdę. Ekstra ! Zginę tu z nimi. Mogłabym się przez ten czas nauczyć matmy no ale "ktoś" mi zabrał podręcznik. A tak w ogóle, to po co jej mój podręcznik ? Przecież ja jestem w liceum a ona w gimnazjum. Taa... Chyba już wiem kto tak naprawdę ma mój podręcznik.
- Michel, oddaj go.
- Haha co ? - Nienawidzę kiedy się tak uśmiecha. Myśli wtedy, że ma nade mną przewagę. Ooo, niedoczekanie !
- O błagam cię. Nie udawaj, dobrze wiesz o co chodzi.
- Robić taki bałagan o jakiś głupi podręcznik. Haha przyznam, że to jest zabawne. Chcesz go ? To sobie weź. - Wyciągną rękę do góry w której trzyma mój podręcznik. Myśli, że jak jest ode mnie o głowę wyższy to go nie wezmę.
- Dawaj go. - Użyłam magii do tego żeby unieść się nad ziemią i zabrać mu podręcznik. - Dziękuję. - wzięłam podręcznik i wyszłam z szyderczym uśmiechem.
Muszę pójść przeprosić Em ale to i tak nie zmieni faktu, że mamy szlaban tak naprawdę przez Michaela.
- Hej Em. Przepraszam cię za ten podręcznik. To tylko głupia książka a ja zrobiłam o nią tyle hałasu.
- Spoko, gdzie był ?
- A jak myślisz ?
- Michael ?!
Mimo, że często się kłócimy z siostrą to i tak bardzo dobrze się rozumiemy. Z nią mogę porozmawiać, wyżalić się a z tamtym kretynem nie da się porozmawiać. Z mamą też nie,ona jest ciągle zajęta pracą. W sumie to zrozumiałe bo musi nas jakoś utrzymać. Em odziedziczyła charakter po tacie, tak bardzo mi go brakuje. To pewnie dlatego dobrze się z nią dogaduję. Kiedy tata żył to jemu się zwierzałam z moich wszystkich problemów i sekretów. Był moim przyjacielem. Tata zginął jak miałam 11 lat. Bardzo ciężko to przeżyłam. Z resztą tak jak wszyscy, ale wydaje mi się, że ja bardziej cierpiałam. Wtedy pierwszy raz się przeprowadziliśmy ponieważ nie mogliśmy dłużej mieszkać w domu w którym było zbyt wiele wspomnień. Więc go sprzedaliśmy i przeprowadziliśmy się do Redwood. Wcześniej mieszkaliśmy w Hollow w domu nad jeziorem, teraz mieszkamy w lesie. Razem z tatą przesiadywaliśmy godzinami nad jeziorem i rysowaliśmy. Tata tak pięknie rysował. Podobno ja odziedziczyłam po nim ten talent chociaż ja uważam, że moje rysunki to gryzmoły. Kiedy tata zginą zamknęłam się w sobie. Postanowiłam, że będę prowadziła pamiętnik i to w nim będę zwierzała się ze swoich problemów i zmartwień. Twierdziłam wtedy, że to mi pomoże coś jak terapia i na prawdę mi pomogło.
- Hej Didi, co tutaj robisz ?
Didi to moja psinka, jest Jorkiem. Każdy mag powinien posiadać swoje zwierze. Emily ma białego kota Dota, Michael ma zieloną papugę Gadułę, równie denerwująca jak jej właściciel. Mimo, że mój brat mnie wpienia to wiem, że nigdy nie pozwoliłby mnie skrzywdzić. Moja mama ma z kolei ma czarnego konia Asana.
- Em jak ci idzie na lekcjach baletu ?
Emily uwielbia tańczyć, ma na prawdę talent. Najbardziej lubi balet bo jako mała dziewczynka oglądała Barbie w dziadku do orzechów i Barbie jezioro łabędzie. Przyznam, że pięknie jej to wychodzi.
- Dobrze, a nawet świetnie ! Dostałam główną rolę. Będę Odettą, tak się cieszę !
- Serio ? Gratulacje !
- Dzięki.
Em ciężko pracowała nad tym aby dostać tą rolę. Wiem, że bardzo jej na tym zależało.
- A jak tobie idzie z zawieraniem przyjaźni ?
- Całkiem dobrze.
Szczerze ? Fatalnie, nie wiem nic o przyjaźni. Nigdy nie miałam przyjaciółki. Em to co innego, jest moją siostrą więc to zrozumiałem, że się szybciej z nią zaprzyjaźnię niż z kimś ze szkoły.
- To fajnie.
- Przepraszam cię ale muszę iść się uczyć do testu.
- Powodzenia.
Oj tak przyda mi się. Nie wiem jak się tego nauczę , oby była chociaż trójka. Kiedy już się nauczyłam postanowiłam, że zrobię kolejny wpis do pamiętnika.


Kochany Pamiętniku,


Wszystko mnie wkurza, szczególnie brat. Jak zwykle, u mnie po staremu. Nic się nie zmieniło. Mieszkałam w tylu domach ale ten podoba mi się najbardziej. Zdrowe powietrze, śpiew ptaków, odizolowanie się od zgiełku miasta. I do tego nie daleko jest plaża. Jest piękna, zawsze jest pusta mam całą plażę dla siebie. Oprócz tego mam szlaban. Nie mogę wychodzić z domu przez tydzień. Nie mogę przez to dokończyć mojego rysunku. Tata podejrzewam, że również był by zadowolony plażą. Szkoda, że go już z nami nie ma. On tak bardzo kochał morze, wodę. Tak jak ja.



Sophie ;*



  • awatar hotel 13 - liv: Świenty ! Czadowy ! I nie wiem co jeszcze .
  • awatar Dziewczy(n)ka w Glanach: Szczerze? Ten rozdział średnio mi się podobal. Pomysły masz dobre, ale stylistyka... 1. Powtórzenia. Nie powtarzaj słow, szukaj synonimów! 2. Zjedzone literki i literówki. Sprawdzaj tekst przed wysłaniem. 3. Interpunkcja!
  • awatar Noli timere te esse: GENIALNE♥ jesteś niesamowita dziewczyno! :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Tak więc nie wiem jak często będę dodawać nowe rozdziały może 3 razy w tygodniu albo 1 w tygodniu nie wiem. Zależy czy będę miała wenę Jak na razie mam pomysł już na drugi rozdział ale na pewno dziś już go nie dodam. Muszę przemyśleć trochę jak to napiszę Mam nadzieję, że wam się podoba pierwszy rozdział.

+ Daję do posłuchania fajnej nutki
  • awatar hotel 13 - liv: Mi bardzo się podobał 1 rozdział . A Miley to nie lubię , ale piosenka mi się podoba :)
  • awatar Inny świat...: Masz tu świetnie :) Widze ze dopiero zaczelas, podobnie jak ja :) Jeśli chcesz zagladnij do mnie :) Ja obserwuję i powodzenia <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Myśleliście kiedyś o tym żeby zapaść się pod ziemię ? Ja tak, i to nie jeden raz.
Raz prawie to zrobiłam, serio. No ale coś nie wyszło. Nie mam przyjaciół, chłopaka,
może to dlatego, że musimy się ciągle przenosić do innych miast bo ktoś ciągle
nas wydaje, mowa o mojej kochanej młodszej siostrze Emily. Mam dosyć mojego rodzeństwa,
matka nie daje mi spokoju. Wszystko jest do dupy. A tak w ogóle to jestem Sophie,
Sophie Collins jestem średniego wzrostu, mam długie brązowe włosy i błękitne oczy,
aktualnie mieszkam w Hollow. Aktualnie bo mieszkałam już
w wielu miejscach, nie zliczylibyście na palcach. Tak w zasadzie to wróciliśmy tu
bo to jest nasz dom, tu się wychowałam, to tu moja mama poznała mojego tatę.
A skoro mowa o tacie, niestety nie żyje. Zginą w wypadku samochodowym.
Był jedyny normalny w tym domu, dosłownie ! Był zwyczajnym człowiekiem.
A ja jestem czarodziejką. Moje rodzeństwo również ma moce, odziedziczyliśmy je po
matce. Pewnie zastanawiacie się czemu go nie ożywiliśmy skoro jesteśmy czarodziejami.
Nie możemy ponieważ, jakiś palant wymyślił sobie kodeks czarnoksięstwa i My
"Czarodzieje" mamy go przestrzegać. Mam 16 lat, co również jest do kitu. Nie masz chłopaka
jesteś nikim. Nie masz przyjaciół to oznacza, że jesteś dziwna. Owszem jestem
dziwadłem. Innym niż wszyscy, ale czy ma to jakieś znaczenie ? Moja rodzina różni się
od innych rodzin. Nie jesteśmy tą rodzinką która ma normalne życie, budzisz się,
idziesz do roboty, wracasz, siadasz do stołu z rodziną, jesz obiad, rozmawiacie co
się działo w szkole, pracy. Mój dom i moja rodzina to wieczny chaos. Chociaż razem z
moim rodzeństwem uczymy się w normalnej szkole z normalnymi ludźmi to matka uczy
nas magi w domu. Jestem tym wszystkim wykończona.
Każde z nas ma jakiś dar. Dar otrzymuje się tylko wtedy kiedy
rodzisz się jako mag. Tak było z moją mamą i rodzeństwem oraz z babką i prababką.
Dar który otrzymuje każdy czarodziej aktywuje się po 16 urodzinach. Oczywiście
dar jest związany z żywiołami. Ogniem, Ziemią, Wodą,
Powietrzem, Metalem albo Krwią. Mój się jeszcze nie aktywował.
Tak tak, mówiłam, że mam 16 lat. Tak naprawdę 16 lat kończę za 5
miesięcy. Do tego czasu jestem przygotowywana do tej całej inicjacji. Szczerze
powiedziawszy mam już tego dość. Tyle tego jest, że nie ogarniam. Plus egzamin
z historii. Dobrze, że akurat to umiem i z tym sobie poradzę bez uczenia się ale
potem czeka mnie test z matmy. Nienawidzę matmy, nie ogarniam tych wszystkich
liczb. Ułamki, pierwiastki, geometria itd. komu to wszystko potrzebne ? Na pewno nie
mi. I jeszcze ten głupi kodeks, z chęcią użyłabym magii żeby umieć całą matme
na pamięć ale nie mogę bo nie można oszukiwać. Bo...
- Jeśli masz poznać coś nowego to sama musisz to poznać i się tego nauczyć bo
magia nie ...
- ,,Nie służy do tego żeby używać jej do drogi na skróty", tak mamo wiem o tym.
- Więc nie ma dyskusji.
- Ale o ile ułatwiło by mi to życie, nie musiałabym się przejmować pracami
domowymi, egzaminami, MATMĄ !
- Sophie ! Wiesz jakie obowiązują nas zasady. Kodeks jest...
- ,,Rzeczą świętą którą trzeba przestrzegać", tak to też wiem.
- Słuchaj słonko, jesteś bardzo mądra, dasz radę. Wierzę w ciebie.
- Haha powodzenia. U profesora Martina nie jest tak łatwo. Będziesz musiała się
wysilić złociutka. - odezwał się geniusz. O to mój brat Michael ma 18 lat i jest
kapitanem naszej szkolnej drużyny Tygrysów. Wszystkie dziewczyny się za nim
uganiają. Nie wiem za czym. Jest okropny, w pokoju ma burdel, za dużo używa perfum,
dziewczyny wymienia jak rękawiczki. Na prawdę nie wiem czym się tu zachwycać.
Ale wszyscy w szkole mówią:
- Boże, jaki on jest boski. Szkoda mi go bo jego siostra to jedna wielka pomyłka, DZIWADŁO.
Dziwadło bo wolę oglądać filmy niż chodzić do centrum na zakupy. Bo lubię czytać
książki niż chodzić na imprezy. Bo nie mam tipsów i nie wyglądam jak gwiazda pornola.
No i bonus bo jestem Czarodziejką ale tego nikt nie wie. W ogóle nastolatki są dziwni.
Na każdej imprezie musi być alkohol, jak nie masz to impreza do dupy. Jak nie masz
iPhone to jesteś nikim. A jak nie masz konta na Facebooku to nie żyjesz. Taka już
jestem. Po prostu jestem sobą, i nic mnie nie zmieni. Nazywam się Sophie Collins
i jestem dumna z tego jaka jestem. Chociaż wolałabym być normalna.

  • awatar тнιѕ ιѕ мє ッ: Świetne ;o ! Podoba mi się twoje opowiadanie :D przeczytałam całe co do 6 :D Nieźle piszesz :) Wpadnij do mnie też pisze opowiadanie tylko już nieco dłużej :) jak Ci się spodoba zaobserwuj. Pozdrawiam! :)
  • awatar Na serio największa fanka Hotelu 13 ♥: Czadowe ! Masz wielki talent i dobrze zrobiłaś zakładając bloga :)
  • awatar Chill Out ♥: Świetne :) Zgadzam się z poniższymi komentarzami. Ale na prawdę jest super.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 


Jak widać podobał mi się najbardziej pomysł Peace & Love ♥ Szkoda, że było tak mało pomysłów ale wszystkie były dobre. Chociaż ten pomysł bardziej mi się podobał. Osoby które skomentowały mów pierwszy wpis dodaje do obserwójących i jeszcze dziś dodam 1 rozdział
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Witajcie jestem niezapominajka Na moim blogu będę skupiać się na opowiadaniu, które będę tu pisać

Na początku może powiem o czym będzie.
Będzie ono opowiadało historie nastolatki, która jest inna niż wszyscy ludzie. Będzie miała niezwykłe moce. (Nie będzie to wampir ani wilkołak bo naprawdę już tego jest dużo niestety. Chociaż byłobymi łatwiej pisać o wampirce bo bardzo lubię wampiry to napiszę o czymś innym) Nastolatka o której mowa ma na imię Sophie Collins, ma 16 lat. Mieszka w małym miasteczku Hollow z Matką (Sarah Collins 35l) Siostrą (Emily Collins 14l) i Bratem (Michael Collins 18l) cała rodzina jest inna wszyscy są czarodziejami. Ojciec Dave był człowiekiem, który zginą w wypadku samochodowym. Sophie i Michael chodzą do normalnego liceum z normalnymi ludźmi a Emily do gimnazjum które również mieści się w szkole do której chodzi Sophie z bratem. (Szkoła Calister) Mieszkają w domu w głębi lasu (nie kojażyć z filmem XD) W domu matka uczy ich zaklęć. Każdy czarodziej ma inny dar. Będą też wątki miłosne

Jeżeli podoba wam się pomysł to piszcie w komentarzach. Oraz pomysł na tytuł opowiadania
Najlepszy tytuł zostania umieszczony na okładce którą zamierzam zrobić oraz osoba która podała ten tytuł zostanie dodana do obserwójących i będę starała się komentować regularnie tej osobie wpisy itp.